Lalla
Afryka, Maroko

Agadir, Tribi Sun i „odpowiednie dać rzeczy słowo”

Agadir. Tu teraz jestem.

 

Zaczynam wsiąkać w marokańskie życie. Uczyłam się robić tradycyjny wegański tadżin, przyrządzać typowo marokańskim sposobem herbatę – nomadzką, nie miętową, za to także bardzo, bardzo słodką. Przyrządzanie i picie herbaty to tutaj cały piękny rytuał! Jak to mówi lud Atlasu Wysokiego:
„ Gdy pijesz herbatę, słuchaj małych opowieści, pij małymi łykami, by zaznać pełni jej smaku”.

 

Poznawałam od środka życie nomadów z Sahary, którzy przenieśli się do pracy do miasteczka. Prawda jest taka, że w Maroko jest olbrzymie bezrobocie, a jeśli już ludzie mają pracę, zarabiają w większości naprawdę grosze, pracując 7 dni w tygodniu, często na zmianę w dzień i w nocy… Jedzenie kupuje się tylko na jeden posiłek – 2 ziemniaki, 2 marchewki, kawałek chleba, garstka kus kusu, troszkę herbaty i trochę cukru. Gdy kupiłam w sklepie czekoladę, całą jedną czekoladę (!), wszyscy patrzeli zdziwieni, bo tu ludzie kupują kostki czekolady – 2 lub 3. Wyglądałam jak bogacz! Tu nie ma myślenia o tym, co zje się później. A co później? Insallah! („Jeśli Bóg-Allah pozwoli” – jak to mówią stale Marokańczycy). A ich gościnność nie zna granic! Dom? – „Masz klucz, to też Twój dom!” Jedzenie? – „Co chcesz? Ja Ci ugotuję!”
„Bismilllah” – Zapraszam do posiłku! Chodź, zjesz ze mną!
„Merheba!” – Witam! Zapraszam! Mój dom Twoim domem!
Jest taka fajna opowieść z czasów przedislamskich o szlachetnym księciu, który wydał całe pieniądze na jedzenie dla przechodzących koło jego domu osób. Gdy pozostał bez grosza, odwiedził go król, który słyszał o jego wierzchowcu i bardzo chciał go kupić od szlachetnego księcia. Gdy król przy posiłku zapytał o konia, książę rzekł, że zabił wierzchowca, by dopełnić gościnności.
Typowy tradycyjny marokański sposób myślenia. I to się czuje na każdym kroku!
Hm… trudno powiedzieć, czy marokański. Bardziej niż Maroko poznaję życie nomadów i ludzi Sahary. Mieszkam z nimi, spędzam czas, jem, rozmawiam. Bardziej niż cywilizację północnego Maroko czuję ludy południa kraju. A do tego jest różnica między ludźmi Saharawi – mieszkającymi na południu, na pustyni lub jej obrzeżach, a nomadami – ludem stale przemieszczającym się, wędrującym po pustyni wraz z całym dobytkiem, rodzinami, zwierzętami, muzyką poruszającą do głębi serca!
Dom jest tam, gdzie jesteś Ty! Tam, gdzie czujesz szczęście! Bo dom to nie budynek – to przepełnione miłością serce. To szczęśliwa dusza, która śpiewa. To w końcu relacje, jakie tworzysz ze światem – z ludźmi, zwierzętami, piaskiem, kamieniami, drzewami, ziemią, powietrzem. To jest Dom.
Serce nomadów bije we mnie! Czuję to tak bardzo – od pierwszej wizyty na pustyni, od odwiedzenia M’hamidu – miejsca, gdzie wędrująca większość Nomadów jakiś czas temu osiedliła się i stworzyła wioskę. Czy na długo? Pewnie nie – ich życie to wieczna wędrówka. Prawdziwy Nomad nie potrafi życ w pełni nigdzie indziej.
Sahara – tu zaczyna się życie mające inny wymiar, inną wartość wolności. Wiatr o smaku piasku, wschód słońca pachnący nowym życiem i noc – gdy wszystkie gwiazdy na niebie tańczą w rytm wszechobecnej muzyki bębnów i śpiewu poruszającego serce. Sahara-Matka, Sahara-Córka, Sahara-Kochanka i w końcu: Sahara-Przyjaciel. Sahara – tu kończy się życie. I znowu trwa od początku. Kończy się i zaczyna w swej odwiecznej nieprzemijalności. Na Sahara Festiwal w Tan Tanie przybyło trochę ludzi z pustyni z namiotami i dobytkiem. Dostałam zaproszenie do kilku namiotów, zostałam poczęstowana herbatą. Saharawi z Sahary Zachodniej i mhamidzcy nomadzi to przeróżne tribi (plemiona, przynależność do grupy). Ci z tribi Arib uznali mnie za swoją – gdy tańczyłam, śpiewałam, nuciłam, wystukiwałam rytm do pieśni. A ja stworzyłam własne tribi – TRIBI SUN:) i naznaczyłam się symbolem słońca.Po prowincjonalnym Tan Tanie odwiedziłam Agadir, jedno z większych miast Maroka. Zamieszkałam u Naji (z M’hamidu), który dzieli dom z innymi pracującymi w Agadirze osobami. Można by rzec – mieszkanie studenckie – ale bez alkoholu, skromne, biedne, z kilkoma rzeczami, które są niezbędne do życia. Mieszkający tu ludzie przestrzegają zasad Koranu, jak zresztą poznani przeze mnie inni ludzie w Maroko, modląc się kilka razy dziennie i dziękując swemu bogu za kolejne godziny życia. Mieszkanie skromne, ale na honorowym miejscu, jak we wszystkich prywatnych mieszkaniach, w jakich miałam okazję być w Maroko, telewizor i sprzęt grający bardzo dobrej jakości. Naji jest wielbicielem futbolu, a konkretnie drużyny argentyńskiej. Cały pokój w plakatach Messiego z Argentyny.
Niezwykłe dni w swej zwyczajności. Zwykłe w nadzwyczajości! Mój tryb życia upodabnia się do życia ludzi tutaj. Wspólne przyrządzanie herbaty, gotowanie, posiłki, na które schodzą sie okoliczni znajomi z kolejnymi smakołykami, jedzenie nie sztućcami, ale chlebem (tak, trudna sztuka, ale idzie mi nieźle!), sprzątanie, słuchanie muzyki, śpiewanie, pogawędki z ludźmi z dzielnicy, rozmowy w miejscowych sklepach i przy straganach. Codzienność taka sama, a zarazem tak inna! „Gdzie każdy dzień jest świętem”.A sam Agadir? Samo centrum nie zachwyca – przekrzykujacy się ludzie oraz ulice wypełnione hałasem samochodów, głownie taksówek, które tu, w Maroko, są głównym środkiem transportu i są naprawdę tanie. Ale nie miejsce jest ważne, nie miasto, kraj, zabytki, ale ludzie. Już tyle lat podróżuję autostopem. Dlaczego? Bo styka mnie to z ludźmi, pięknymi ludźmi, których historie są niezwykłe. Magia autostopu polega na tym, że rządzi nim przypadek. Danego dnia o danej porze jakaś osoba przejeżdża drogą, na której stoisz i ma jakiś konkretny humor, więc zabiera lub nie. Przypadek, prawo chwili, wcześniejszych odczuć, wydarzeń, które w jednej chwili łączą sie w jedną pełną całość. I realizują się, gdy Ty stoisz na drodze z wyciągniętym kciukiem, a ktoś akurat przejeżdża tą trasą.
Tu, w Agadirze, mieszkam w miłej, biednej dzielnicy. Już tak dawno nie widziałam tu, na południu, bieżącej wody, ale wcale nie jest mi z tym źle. Mycie się poprzez polewanie się wodą z kubka, czasem podgrzaną, najczęściej nie, nie jest żadnym problemem. Powoli zgłebiam też tajniki języka arabskiego, choć różni sie on bardzo od arabskiego używanego przez ludzi Sahary i przez Nomadów, którzy sami zaczęli tworzyć własne słowa nie znając klasyczych odpowiedników, by „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Tak naprawdę klasycznym, poprawnym językiem arabskim posługują się tylko ludzie, którzy studiowali na uniwersytecie. Mówiący po arabsku ludzie z M’hamidu i na przykład Smary, która też leży na pustyni, nie do końca mogą się porozumieć w jednym języku.
Już niedługo ruszam w stronę Mauretanii – miałam wcześniej tam jechać, ale los chciał inaczej, a ja poddaje sie jemu; daję się ponieść cudownej magii wydarzeń. W sumie tak naprawdę nigdzie mi się w życiu nie spieszy i mam nadzieję, że każdy człowiek bedzie miał choć raz okazję to poczuć – że nie ma gdzie sie spieszyć, wystarczy poddać się magii wydarzeń, magii życia.
Nie śpieszę się więc, wszystko w swoim czasie. Insallah!

 

Agadir

To też może Cię zainteresować:

7 Comments

  1. Tak podczytuję od czasu do czasu 🙂 Trzymam kciuki za to, by reszta podróży była tak udana jak dotychczas. Piękne zdjęcia 🙂

  2. Witaj siostro!!!!! Dawno nie pisalem:)
    Teraz juz nie ogladam zdjec tylko czytam, podziwiam…zazdroszcze:)
    Przywieź siostra tego Ryszarda do nas:)
    „jestem Ryszard, jestem Polakiem, jestem zajebisty”:))))))))))))))))))))))))))))
    Ok,koncze bo jutro do szkoly:)
    Trzymaj sie cieplo:)
    aaa
    Ja nadal czekam na pocztowke;)

  3. Hej Becia!
    tu Twoja stara koleżanka z LO – aneta
    czytam i oglądam jak zaczarowana!
    podziwiam odwagę!
    już w LO podróżowałaś – ale teraz szaleństwo!!!
    GRATULUJE!!!
    troszkę mi moja ciocia – znajoma Twojej mamy – o Tobie opowiadała
    bede tu zaglądać co jakiś czas
    czekam na dalsze opowieści
    -pozdrawiam-
    ps. zdjęcia profesjonalne!

  4. jo jo jo 🙂
    Gdanska ekipa rusza z przygotowaniami na Maroko 2008 🙂
    zapraszam do komentowania:)

    Sylwester „cichuu” 🙂

  5. ”Dom jest tam, gdzie jesteś Ty! Tam, gdzie czujesz szczęście! Bo dom to nie budynek – to przepełnione miłością serce. To szczęśliwa dusza, która śpiewa. To w końcu relacje, jakie tworzysz ze światem – z ludźmi, zwierzętami, piaskiem, kamieniami, drzewami, ziemią, powietrzem. To jest Dom.”

    🙂

  6. Ja tez tak sobie czytam po kawałku twoja relację i juz jestem pewna ze pojade na wyprawe Maroko 2008…

  7. Chuky – bardzo dobry pomysł:)

    Anetka – moja koleżanko z licealnej ławki! Dziękuję, że się odezwałaś:) Miło:)
    Napisz mi maila na yakooseska@gmail.com, co u Ciebie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.