Merzouga
Afryka, Maroko

Merzouga – i kręta do niej droga

Gdy Rachid wysadził mnie w Erfud, nie musiałam nawet machać – od razu zatrzymał mi się samochód. Wprawdzie kierowca liczył na to, że przenocuję w jego hotelu, ale gdy dotarło do niego, że nic z tego, ponieważ chcę dotrzeć do miejscowości Merzouga, a jego hotel jest w Rissani, zabrał mnie na herbatę do nomadzkiego namiotu swojego brata, niedaleko Rissani. Przyjemna pogawędka. Okazało się, że ludzie z okolic Rissani naprawdę biegle mówią w języku niemieckim – niektórzy dzięki rozmowom z turystami odwiedzającymi tę okolicę, inni – ponieważ pracowali jakiś czas w Niemczech. Brat kierowcy nie mógł się nadziwić, że tak sama sobie podróżuję i stwierdził, że prawdziwy nomad ze mnie.


Do wioski Merzouga dojechałam autostopem z kierowcą – jak się okazało, właścicielem hoteliku. Dał mi naprawdę dobrą cenę, więc zostałam u niego 2 dni. Sama Merzouga całkiem przyjemna poza sezonem! Identyczne, szare domki, niektóre jak pałacyki, na tle olbrzymiej, ciągnącej się kilometrami, największej w Maroko pustynnej wydmy – Erg Chebbi. To tu nakręcono wiele filmów, które rozgrywają się na pustyni. Do tego miejscowość ogarnięta szałem turystyki – ok. 30 hotelików i schronisk młodzieżowych na kilkadziesiąt budynków we wsi… W dzień mocno przygrzewało słońce, wieczorem i w nocy – przeraźliwie zimno. Pustynia.


Wracając z Merzougi, zawitałam w wiosce Erfud, gdzie spotkałam się z Mustafą z Jorf – siostrzeńcem Rachida. Mustafa zaprosił mnie do siebie, więc kolejną noc spędziłam w Jorfie. Odwiedziliśmy z Mustafą chyba wszystkie miejscowe bary, gdzie jego kumple na zapleczu lub w małych pomieszczeniach obok palili kif i haszysz. Jak twierdzili, najlepszy, bo uprawiany w górach Rif i kupowany tam bezpośrednio.


Mówi się, że Maroko jest królestwem haszyszu. To po części prawda, ale inna strona tego jest taka, że najlepszy haszysz jest wysyłany do Europy, a ten gorszy zostaje tutaj, w Afryce. I jest palony pół legalnie, bo niby to tu codzienność i w każdym domu sie pali, a jednak ludzie trochę boją się policji, która upomina za to – tak jak u nas za picie alkoholu.


W domu Mustafy i Abderghani zrobiłam dobry i pospr obiad. I co najdziwniejsze – czułam się naprawdę jak członek tej wielkiej rodziny. Już u ich rodziny w Goulmimie to poczułam, że nie traktują mnie jak kogoś z zewnątrz, kogo dopiero co poznali.


Rano wyruszyłam na drogę wylotową łapać stopa – mimo próśb braci, bym została tak długo, jak tylko chcę i żebym koniecznie wróciła, kiedy będę miała ochotę. Chciałam dojechać do Boumalne Dades – miasteczka, które słynie z uprawy róż i produkowanych z nich perfum. Pierwszy autostop z przemiłym małżeństwem Hiszpanów, którzy spędzają właśnie święta Bożego Narodzenia podróżując po Maroko. Wysiadłam w Boumalne Dades, gdy oni odbijali w inną stronę i… stwierdziłam, że jadę dalej, do Warzazatu (po raz pierwszy byłam w tym mieście miesiac temu)!


Zabrał mnie do swojego samochodu Hassani, a chwilę później zatrzymała nas policja. Od początku wiedziałam, że chodzi im o popularną tu łapówkę od kierowcy, tylko musieli znaleźć powód. A tym powodem okazałam sie właśnie ja!
-Jest jakiś problem? – zapytałam policjantów.
– Nie, nie, nie!!! Nie ma żadnego problemu, naprawdę! – usłyszałam.
– Problemem jest, że ja jadę z Hassanim?
– Nie, nie, nie! To żaden problem! Wszystko jest w porządku!A tymczasem Hassani tłumaczył mi, że jest duży problem, bo – według policjantów – trzeba mieć licencję(!), by kogokolwiek wozić w swoim samochodzie! Tłumaczyliśmy policjantom, że znamy się z Hassanim od dawna i że właśnie razem jedziemy do Warzazatu, a oni uśmiechali się do mnie i tłumaczyli, że wszystko jest okay, a w języku arabskim mówili do Hassaniego, że ma zapłacić im pieniądze, bo wiezie kogoś w samochodzie. Okazało się, że do Warzazatu przybył właśnie król Maroka – Mohammed VI. To jest zabawne, że ciągle się tu, w Maroko, z nim mijałam, w czasie mojej podróży. Gdy on jechał do kolejnej wioski lub do miasta, ja akurat z niego wyjeżdżałam. A teraz jesteśmy w tym samym czasie w Warzazacie. Z okazji przyjazdu króla miasto jest przystrojone, środki komunikacji nie funkcjonują, a hotele są przepełnione, bo ludzie przyjechali z okolic, by zobaczyć władcę.

To też może Cię zainteresować:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.