Wino, kobiety i śpiew na Saharze
Afryka, Maroko, Sahara

M’hamid: wino, kobiety i śpiew

Tylko wino, kobiety i śpiew?

Wino na Saharze

Jeśli chcesz napić się piwa lub wina w Maroko, masz nie lada problem. Pół biedy, jeśli akurat przebywasz w dużym mieście, takim jak Casablanca czy Marrakesz. W tym ostatnim mieście sama znam (aż!) dwa sklepy, gdzie można zakupić alkohol – w prawdzie ulokowane spory kawałek drogi od mediny, ale za to piwo ma tam naprawdę niską cenę jak na Maroko. Gdy nie masz ochoty na wypad do oddalonych od mediny sklepów, pozostaje jeszcze jedna możliwość – bar w medinie. Są takie miejsca, gdzie można się napić piwa, jednak trzeba liczyć się z wyższym kosztem. Ale zawsze coś, bo gdy jesteś w innym miejscu niż te duże miasta, masz naprawdę duży problem. Czasem można zdobyć nieoficjalną informację, gdzie sprzedawane jest potajemnie piwo lub wino. Jeśli nie, pozostaje opcja wyjazdu do dużego miasta na zakupy. Dlaczego tak jest, że alkohol jest w Maroko niedostępny? Przede wszystkim religia nakazuje wstrzymanie się od spożywania alkoholu. Drugi powód to wielkie poparcie tej idei przez króla i polityków.

A u mnie na wsi? Tak, nie spotyka tu się prawie ludzi pod wpływem alkoholu. Raczej króluje haszysz, który jest tańszy i dużo łatwiej dostępny. Ale jeśli już ktoś ma ochotę na wypicie procentów, pozostaje wyjazd na zakupy do Zagory lub alkohol, jaki – by sobie jakoś radzić – jest produkowany w M’hamidzie przez 2 osoby z daktyli (a M’hamid i cała prowincja Zagora to królestwo daktyli).

– Wystarczy pół szklaneczki i już odpływasz na cały dzień – powiedział mi jeden ze znajomych ze wsi. – Gdy masz problem i nie możesz sobie z nim poradzić albo gdy jest Ci źle i smutno, łyknij sobie.
– Zawsze tak rozwiązujesz swoje problemy? – zapytałam.
– A co innego zrobić? – to chyba pytania retoryczne z jego strony. – Ale ja nie piję tylko wtedy, gdy mi źle. Piję też, bo mi dobrze. Idę w nocy na pustynię, na wydmy, patrzę na księżyc i piję.

Alkohol daktylowy produkowany w M’hamidzie, sprzedawany potajemnie w plastikowych butelkach lub woreczkach foliowych, to wcale nie jest taka tania rzecz. Koszt litra to ok. 30 zł., ale tak naprawdę wystarczy jedna szklaneczka… I czego więcej do szczęścia trzeba?

Kobiety na Saharze

W Maroko mężczyźni mają duży problem, aby spotykać się z dziewczyną. Kultura. W dużych miastach, gdy ludzie wyjeżdżają tam na studia i są wolni od spojrzeń rodziny i znajomych, sytuacja wygląda inaczej, ale w takich miejscach, jak mały M’hamid sprawa wygląda inaczej. Córki wychowywane są przez rodziny w świadomości tego, że mają czekać, aż pojawi się mężczyzna i poprosi o ich rękę. Wygląda to tak, że jeśli dziewczyna podoba się jakiemuś chłopakowi, ten, z pomocą kobiet ze swojej rodziny, wybiera się do rodziców swojej wybranki i prosi o jej rękę. W nowoczesnych rodzinach dziewczyna ma już prawo głosu i ma też co nieco do powiedzenia – jeśli rodzice się zgodzą, a ona nie, ślubu nie będzie. Jednak w rodzinach z tradycją zdanie dziewczyny jest drugo-, jak nie trzeciorzędne. W większości przypadków dziewczyna godzi się na wyjście za człowieka, który prosi o jej rękę. Bo pragnie zmiany. Dziewczyny niezamężne prawie w ogóle nie wychodzą z domu, by nie były narażone na spojrzenia mężczyzn – więc, poza obowiązkami, ich rozrywką jest oglądanie telewizji. Pragną wyrwania się z domu, w którym do tej pory całe dnie gotowały, sprzątały, prały – nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, że w nowym domu czekają ją takie same obowiązki.

Najczęściej dziewczyna wychodzi za człowieka, którego przedtem widziała zaledwie kilka razy, a mężczyzna poślubia kobietę, której wygląd zwrócił jego uwagę, a o jej charakterze tak naprawdę nie wie nic. Dla kobiety jest to wybór na całe życie – bo gdy dojdzie do separacji, pozycja kobiety jest przegrana. Nikt już chętnie na nią nie zwróci uwagi Z mężczyzną nie jest tak źle – znajduje sobie zazwyczaj nową żonę. Od kilku lat, po manifestacjach kobiet, sytuacja płci żeńskiej w Maroko uległa zmianie – nastąpiła modyfikacja prawa na korzyść kobiet przez króla Mohammeda VI. Wcześniej, gdy kobieta i mężczyzna odchodzili od siebie, to właśnie dziewczyna musiała opuścić wspólny dom i zostawić w nim wszystkie wspólne rzeczy. Było to niepisane prawo, na które kobiety godziły się. Teraz można zauważyć przebłyski równouprawnienia, choć kobieta, po rozejściu z mężczyzną, jest „drugorzędnym towarem”, jak to, niestety, określają marokańscy rozmówcy.

Strzeżone przez rodziny dziewczyny we wsi i bieda – to zapewne powody, dla których młodzi chłopcy z M’hamidu zaczęli interesować się turystkami z Europy i Ameryki. Co rusz powstają nowe miłości, związki. I nie mówię tu o nastolatkach – zazwyczaj kobiety mają ok. 50 lat, a ich wybrańcy, chłopcy z M’hamid, ok. 20-25. Bogata kobieta z innego kontynentu – synonim nowego, lepszego życia. I rzeczywiście – prezenty i pieniądze, jakie ci chłopcy dostają od tych kobiet, to dla nich wystarczający powód, by mówić o wielkiej miłości. Do tego możliwość ślubu i wyjechania do Europy – drzwi do lepszego życia stoją otworem! A że młode dziewczyny z Europy zazwyczaj chcą tylko pobyć przez chwilę z takim mężczyzną – fascynacja odmiennością tych ludzi – pozostają starsze kobiety, które szukają kochanka na dłużej, z możliwością ślubu. Znam tu niejeden związek 20-letniego chłopaka z 50-60-letnią Europejką.

– Kocham ją bardzo i to jedyna kobieta, z którą chcę spędzić całe moje życie… w Europie – odpowiada na moje pytanie 23-letni chłopak z M’hamid o swoim związku z 50-letnią kobietą z Niemiec. – Europa to całkiem inny świat! Pomieszkaj kilka miesięcy w Maroko, to Ci się wszystkiego odechce.

I zaczyna się wychwalanie Europy – nie kobiety.

Chłopcy z M’hamidu pracujący z turystami doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak interesującym towarem (towarem!!!) są dla kobiet z Europy. Nomad – turban, gandora… Tak inaczej, nieeuropejsko, tak filmowo wręcz, jakby cofnąć się kilka epok wstecz. Dużo kobiet chce spróbować, jak to jest być z takim nomadzkim mężczyzną. A oni doskonale o tym wiedzą. Stroją się niesamowicie, gdy na horyzoncie pojawiają się kobiety z innych kontynentów. Podkład z pudru na twarz też się zdarza. A dredy? Dlaczego tak wielu Nomadów ma dredy? Przecież teraz, gdy żyją w wiosce, mają stały dostęp do wody oraz mydła i nie ma potrzeby robienia z tego powodu dredów. Ale znakomita większość chłopców w M’hamidzie, którzy mają dredy, to naprawdę znający się na rzeczy ludzie z planem. No bo z czym kojarzą się kobietom z Europy dredy? Z Afryką – z prawdziwą, głęboką, plemienną Afryką. Maroko to – moim zdaniem – wrota do prawdziwej Afryki, ale dredy… Chcesz prawdziwego Afrykanina? Właśnie stoi przed Tobą tu, w Maroko, w M’hamid! Prawdziwie afrykańska, plemienna dusza – bo z dredami.

– Bo turystki to lubią. Każdy chce się podobać, nie tylko ja! – broni się jakby przed zarzutami znajomy z M’hamid pracujący z turystami.

Szary mąż w domu, szare dzieci, szara praca, szare życie – a tu kolorowy świat malowany pięknymi słowami przez chłopca w barwnej gandorze, tajemniczym turbanie, o egzotycznej urodzie.

Ale nie chcę pisać tylko negatywnie o związkach Europejek z mężczyznami z M’hamid. Są też wielkie miłości, namiętności, ale bardziej bezinteresowne – bez ślubu, bez chęci brania pieniędzy od kobiety. I takie przypadki znam, choć ich jest naprawdę niedużo. A kiedy i to się nie uda i jest smutno, a alkohol to nie marzenie, jest zawsze lek na całe zło.

Śpiew na Saharze

Pisałam już wcześniej co nieco o śpiewie nomadów. O ich piosenkach chwytających za serce. Kiedy Nomad śpiewa? Gdy jest mu źle. Gdy jest nieszczęśliwy. Gdy zawiódł go przyjaciel, nie dostał pieniędzy za pracę, nie pokochała go kobieta. Gdy jest zmęczony i nie ma już sił na nic innego. I w końcu – gdy jest szczęśliwy. Zakochany.

Nomad śpiewa zawsze. I nie potrzebuje do tego bębna czy innego instrumentu. Przecież rytm można zawsze wystukać na stole, patykiem o patyk, szklanką o tacę, klaskać. To takie proste. A zresztą nie potrzebne wystukiwanie rytmu, by śpiewać. By po prostu iść i nucić lub śpiewać na całe gardło.
W M’hamid śpiewają wszyscy. Starsi. Młodzież. Dzieci. To jest jak oddychanie przecież – takie to naturalne. Śpiewasz, gdy jest dobrze lub źle. Gdy boli lub cieszy. Wyśpiewujesz żal lub podziękowanie dla świata. Emocje, którymi śpiewasz, pozwalają osiągnąć wewnętrzną równowagę. Od stanu przesycenia jedną, skrajną emocją, poprzez śpiew, przechodzimy do stanu równowagi.Obraz, jaki ostatnio zobaczyłam (jeden z wielu podobnych), uświadomił mi ostatecznie to, o czym piszę powyżej. Pracujący od 5:00 rano młody, szczupły chłopak. Ciężka praca – przekładanie z jednego miejsca na drugie olbrzymich cegieł. Stawka dzienna (ok. 16 godzin pracy) – tylko wyżywienie, może czasem drobne na „własne wydatki”. Zmęczony, wręcz wykończony, z poczuciem beznadziejności i niesprawiedliwości życia, siada koło mnie oraz innych znajomych. Ktoś przynosi bębenki. Ktoś inny znalezioną gdzieś gitarę. Chłopak chwyta za bęben. Zaczyna wystukiwać rytm. Odpływa. Jest coraz dalej. Inni zaczynają włączać się do tworzonej przez chłopca muzyki. Do jego śpiewu. Mimika twarzy u chłopaka, smutne oczy bez wyrazu zmieniają się w ułamkach sekundy – pojawiają się w nich łzy szczęścia, moc natchnienia. Dzikość i namiętność. Chłopiec śpiewa, gra, kołysze się przy tym, wygina. Śpiewa jego głos, ciało, serce, emocje, umysł. Śpiewa wszystko wokół. Świat nabiera innych barw i zaczyna wirować – jak kolorowa karuzela w wesołym miasteczku. Chłopiec jest tak bardzo szczęśliwy – tak nierzeczywisty, oddalony od tu i teraz. A może właśnie jest w najpiękniejszym tu i teraz, jakie tylko istnieje?

Czas przerwy w pracy się kończy. Chłopiec, z nową nadzieją w oczach, wraca do wcześniejszych obowiązków – przerzucania cegieł. Ale jest już inny – zmieniony.
Bo muzyka jest tu, w M’hamidzie, lekiem na całe zło.Ale nie tylko muzyka.

Wino, kobiety i śpiew!

To też może Cię zainteresować:

7 Comments

  1. I właśnie z tą muzykę kocham tamtejszych ludzi, pomimo ciężkiego życia są bardzo optymistycznie nastawieni do świata i zawsze bije od nich ciepło. Aby zapomnieć potrzeba im niewiele, nie to co my, większość z nas niestety nie zadowoliłaby się garnkiem i patykiem aby zagrać np. przy ognisku.
    A jeżeli chodzi o związki o mam do tego stosunek bardzo obiektywny, patrze na te sprawy przez pryzmat jednej sytuacji:/ niestety oni w większości szukają „dobrego interesu” i chcą się dobrze ustawić, a Polki bezmyślnie tracą głowę i „ślepo zakochane” porzucają wszystko co mają w Polsce, porzucają wszystkich i wyjeżdżają.
    Pozdrawiam:) Bardzo fajna relacji i świetny pomysł z „wywiadem” z miejscowymi.

  2. 🙂 Dzięki! Przeczytałaś przed edycją – wcięło mi część tekstu wcześniej, teraz jest całość, jakbyś chciała zajrzeć:) Pozdrawiam cieplutko:)

  3. Ciekawe obserwacje tam czynisz, zresztą zawsze potrafiłaś dostrzegać więcej niż zwykły śmiertelnik 🙂
    Fajnie tak poczytać, że gdzieś na świecie ludzie żyją całkiem inaczej, do szczęścia potrzeba im nie wiele, np. tylko bębenek z garnka. A ta ciężka praca tylko za wyżywienie, niby za nic, ale może i za bardzo dużo jeśli rodzina nie musi wydawać na jego jedzenie….
    No i częściej takie długie wpisy poproszę, bo supre sie takie czyta.
    Pozdrav znad morza 🙂

  4. O, dzięki Markens, to żeś z tym komentarzem zaszalał:) Pozdrów morze od Beduinki;) z Nomadowa;)

  5. jordainienne

    Akurat w M’hamidzie znam niewiele sytuacji, gdy Europejki porzuciły wszystko i przyjechały tutaj… Raczej zabierają chłopaka do Europy – bo o to najczęściej w tym wszystkim chodzi… Mieszka tu, w M’hamidzie, kilka kobiet z Europy, ale sezonowo, ze swoimi kochankami/miłościami… Żadna jak narazie nie była w stanie wytrzymać tu dłużej – tu nie żyje się łatwo, naprawdę…

    Pozdrawiam i zapraszam wkrótce do Kulis M’hamidu cz. III 🙂

  6. No wiesz, ta jedna wyjechała i co więcej wzięła tam ślub, to na pewno, ale co dalej to nie wiem…

  7. Różnie mogło potoczyć się dalej… Piękna otoczka – to przyciąga i zawraca w głowie kobietom, które szukają czegoś innego. A potem wychodzą na wierzch różnice kulturowe i okazuje się, gdzie jest miejsce kobiety w tej kulturze.
    Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.