Mhamid
Afryka, Maroko, Sahara

Dla Ciebie wszystko!

Luty 2008. Do M’hamid zaczęli przybywać turyści z Europy. Mówiąc turyści i czas turystów w M’hamidzie, mam na myśli przyjazd ok. 10 osób tygodniowo, ale i to dużo, i cieszy niesamowicie tutejszych młodych ludzi pracujących w branży turystycznej. Króluje Francja, zaraz po niej Szwecja i Niemcy. Jak dotąd, przez czas mojego pobytu tutaj, nie zdarzyło mi się jednak spotkać nikogo z Polski.

Tak naprawdę ludzie z Polski raczej nie odwiedzają M’hamid. Dlaczego? Po pierwsze Maroko nigdy nie było jakimś szczególnym celem podróży ludzi z naszego kraju – bo mamy przecież ciepłą, europejską Chorwację czy Hiszpanię, ostatnio Anglię i Irlandię, ale ku tym ostatnim są już inne powody. Po drugie – Maroko to inna kultura. Inny styl życia. A co inne – czasami przeraża. Ludzie, w czasie jedynego w roku urlopu, chcą wypocząć, a nie mierzyć się z zawiłościami obcej kultury. Po trzecie – w przewodnikach o Maroku, które miałam okazję przejrzeć, niewiele pisze się o M’hamid. Wspaniałe wydmy pustynne – Merzuga. Tylko tyle. A olbrzymia, rozleglejsza od Merzugi wydma Erg Szagaga (Chagaga), leżąca na pustyni koło M’hamid? Do niej o wiele trudniej dotrzeć, bo to ok. 60 km od wioski, ale za to widok tej wydmy o wschodzie i zachodzie słońca wynagradza wszystko.Słyszę więc często od znajomych z M’hamid, że jestem jedyną osobą z Polski, jaką znają. A ja już jestem tu na wsi prawie 1,5 miesiąca! Chodzą więc za mną, wypytują o mój kraj, interesują się wszystkim, uczą – na wszelki wypadek – podstawowych, polskich słów.

Turystów czas, a co za tym idzie – chłopcy pracujący w branży turystyczne poprawiają swoje dredy, zakładają nowe gandory, przeglądają się w lustrach, poprawiając turbany i czekają… A chwilę przed przyjazdem autobusu z miasta – zajmują swoje posterunki przy drzwiach do wioski i przy dworcu (a raczej placyku, gdzie zatrzymuje się autobus). A gdy już, będąc nagabywanym przez kilku osobników naraz, zgodzisz się na skorzystanie z usług jednego z nich, zrobią dla Ciebie wszystko.

– Chcesz hammam – jasne, że mam hammam, najwspanialszy w wiosce! Nikt nie ma takiego! Chodź ze mną!

To sytuacja sprzed kilku dni. Turyści (mąż i żona) z Europy skorzystali z gościnności jednego z campingów i zapragnęli skorzystać z hammamu, o którym jeden chłopak, pracujący tam, z namiętnością im opowiadał. Zapomniał jednak dodać, że na campingu, na którym pracuje, nie ma czegoś takiego, jak hammam. Zaczął więc gorączkowo biegać po wsi i szukać w innych miejscach hammamu, z którego mogliby skorzystać turyści. Siedziałam sobie właśnie ze znajomymi w pobliżu takiego hammamu na podwórku znajomych, kiedy ów osobnik przybiegł i zaczął prosić właściciela o przygotowanie łaźni dla jego turystów. Bo słowo się rzekło – a słowo dane turystom bywa święte.

Właściciel uległ prośbom i rozpoczął przygotowania hammamu, a tymczasem uradowany chłopak pobiegł, a raczej pofrunął do swoich turystów jak na skrzydłach, krzycząc pewnie w myślach „Victoria!!!”, i z tej radości oznajmił im, że jeśli chcą też masaż nomadzki, nie ma sprawy – „dla Was wszystko!!!” Tu pojawia się – o zgrozo! – kolejny problem, bo chłopak nigdy w życiu nie robił nikomu nomadzkiego masażu i zapewne zna tylko nazwę tej czynności. Problem stał się dopiero prawdziwym problemem, gdy turystka-kobieta odpowiedziała: „O tak! Skoro potrafisz – chcę nomadzki masaż!” Chłopaka w tym momencie zlał zapewne zimny pot. Przyszedł z turystami do hammamu i gdy oni weszli do środka, zaczął nawoływać znajomych z M’hamid siedzących ze mną, by zrobili masaż turystce, bo on nie ma o nim zielonego pojęcia. Znajomi nie zgodzili się. Dlaczego? Bo po pierwsze – tutaj, odważni i zuchwali chłopcy co do kobiet, robią się potulni, gdy z kobietą jest mąż. Boją się zrobić masaż kobiecie przy mężu, bo jeśli przypadkiem dotkną kobietę tam, gdzie nie trzeba? A gdzie nie trzeba – tego do końca nie wiedzą. Po drugie zaś – jeśli chłopak tak wychwalał swoje możliwości i umiejętności dotyczące nomadzkiego masażu – niech teraz się wykaże, a nie tylko obiecuje – śmiali się znajomi, mówiąc to.
Chłopak więc, już z oznakami prawdziwej gorączki stresowej, udał się do kuchni, zmieszał trochę oleju słonecznikowego z kuminem marokańskim, po czym z dobrą miną do złej gry, poszedł robić masaż. Po minach turystów po całej tej „odnowie biologicznej” wnioskuję, że byli naprawdę zadowoleni(!). Nie wiem tylko, na ile z masażu „nomadzkiego” (potem turyści odwiedzający M’hamid opowiadają sobie w Europie, jak to wspaniale przeżyć coś takiego, jak prawdziwy, nomadzki masaż), na ile to autosugestia (prawdziwy nomad i jego ziołowa mikstura do masażu), a na ile z ukwieconych – przed i w trakcie masażu – opowieści tegoż chłopaka.

To też może Cię zainteresować:

5 Comments

  1. Dużo masz racji. Jeśli już Polacy jadą w jakieś „egzotyczne” rejony to takie bardziej „cywilizowane”, bo czują się niepewnie (z powodu języka i kulturowo). Poza tym bardzo prozaiczny powód: Francuzi mają do Maroka bezpośrednie samoloty, a my tylko czartery do Agadiru 🙂

  2. Faktycznie Polacy wolą bardziej cywilizowane miejsca (Hiszpania, Włochy, Chorwacja) ale jeśli Twój Mhamid to ten co go znalazłem na Google Earth to jednak jest tak jakby trochę na uboczu 🙂 Poza tym „turyści” wolą jak wszystko im się pod nos podstawi, dowiezie autokarem itp. A jak trzeba samemu zorganizować sobie transport to już nie każdemu się chce.
    Czy Twoja pozycja to: 29 49’N 5 43’W ? Bliko granicy z Algierią?

    Pozdrav

  3. z tego co wiem to Polacy już jadą 🙂 a ja się jeszcze borykam z sesją. Nauka, pisanie sprawozdań, programu i inne rzeczy. gdyby ktoś chociaż obiad ugotował… Pozdrawiam cieplutko i milutko z tego miejsca gdzie zima nie jest zimą, a za oknem jest szaro i płasko(ale jeszcze 4 dni i wolne, jeszcze 6 i w górki:D:D)

  4. Skylaar – nie tylko czartery do Agadiru:)
    W zeszłym roku uruchomiono bardzo tanie loty – najpierw z Wizzardem do Franfurtu Hahn, a z tego miejsca z Ryanair do Marrakeszu lub Fezu – jak kto woli. Ja za bilet zapłaciłam niecałe 100 zł.:)

    Markens
    Nie wiem, jakie współrzędne ma M’hamid, ale leży na południu Maroka, przy samej granicy z Algierią. Jest na uboczu i dojazd jest ciężki, ale to, co tu można zobaczyć… To w tym miejscu właśnie według mnie zaczyna się prawdziwa Afryka w Maroku:)

    Hubert_r
    A tak – skontaktowali się ze mną ludzie z Polski, którzy właśnie nadjeżdżają do mojego M’hamidu:) i chcą na pustynie:) Jeszcze nie wiem, kto to taki dokładnie, ale już się cieszę – stęskniłam się za językiem polskim:)
    A Tobie powodzenia na sesji życzę:)
    Pozdrawiam cieplutko:)

  5. Hubert – baw się dobrze w Twoich ukochanych górkach;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.