Sahara
Afryka, Maroko

Droga do Zagory

Z Marrakeszu, po nocy spędzonej przy Dżama El Fna, łapię autobus do Warzazat. Przez przełęcz Tishka, gdzie jeszcze resztki śniegu, dojeżdżam późnym popołudniem do celu. 

 

W Warzazat łapię autostop w stronę Zagory. I znowu szczęście mnie nie opuszcza – zatrzymuje się trzeci samochód, a w nim Marjanne z Francji z narzeczonym i jego synem. Jadą oczywiście do Zagory. Marjanne pyta o narodowość, a chwilę później… zaczyna mówić do mnie po polsku! Okazuje się, że jej rodzice (Niemiec i Polka) rozmawiali ze sobą kiedyś w tym języku, a jej siostra wyszła za mąż za Polaka.

 

Na rozmowach w języku polskim i robieniu zdjęć po drodze mija nam czas. Po 18:00 wyłania się zza horyzontu Zagora. Koniec świata, cały dzień drogi. I rzeczywiście, bo za Warzazatem są góry, przez które przejazd to nie lada gratka, a które oddzielają okolice Zagory od reszty Maroka. Jak to było, zanim w górach nie stworzono dróg?

 

W Zagorze ma czekać Rahmoun – Rysiu-Misiu, który teraz mieszka w tym mieście, 80 km od rodzinnego M’hamid. Kiedy rozglądam się za nim, podchodzi do mnie chłopak, Mamadoo, przyglądając mi się uważnie. Czy my się znamy? Tak! A Rahmoun to jego przyjaciel. Ambasador Polaków na Saharze, jak mówi Mamadoo. Znany z polskich stron, z Internetu, z publikacji. Mamadoo dzwoni do Rahmouna – a okazuje się, że on dopiero do Zagory dojeżdża, bo ostatnie dni spędził z turystami na pustyni. I jakoś mnie nawet nie dziwi inne poczucie czasu. Odkąd minęłam Warzazat, granicę, gdzie czas tak jakby się zatrzymał, to, kiedy coś się wydarzy, przestaje mieć znaczenie.

 

Od tego czasu jestem na Saharze i wydarzyło się tak dużo, a jednocześnie brak mi słów, by dzisiaj to wszystko opisać. Składam myśli rozczochrane przez saharyjski wiatr.

 

Trzy i pół roku temu przemierzałam nocą tę drogę, by zakochać się w Saharze, spędzić tam czas wśród nomadów, śpiewać, grać, wędrować, być blisko, tak bardzo dla siebie i świata. Odkrywać siebie, ciszę i ogień w sobie.

 

Trzy lata temu zostawiłam M’hamid i ruszyłam wczesnym rankiem, przy wschodzącym dopiero co słońcu, ku nowemu. Bo mimo wszechogarniającego szczęścia i pewności, że Sahara jest dla mnie domem, odkryłam, że Domem jest cały świat. Wyjechałam, bo odkryłam, że w sercu jestem nomadą.
 

To też może Cię zainteresować:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.