Tianyar
Azja, Bali

Tianyar – słodkie dni

Tydzień minął, odkąd Koman, kierowca autostopowy, zostawił do dyspozycji swój domek w Tianyar na wschodnim wybrzeżu, przy samej plaży, zaraz obok domków swojej rodziny. To był niesamowicie intensywny czas, a jednocześnie wypełniony ciszą, rytmem natury i byciem – po prostu.

Odwiedziłam okolicę świątyni Pura Lempuyan. Okolicę tylko, bo z racji, że na wschodnim wybrzeżu jest właśnie najgorętsza pora – i do tego najcieplej na całym Bali – na wysoką górę ze świątynią wejść niełatwo. Jednak to, co przydarzało się po drodze, kiedy szłam wolnym krokiem przez prowadzące do świątyni wioski, zaskakiwało na każdym kroku. Sprzedawca z pobliskiego straganu, po chwili rozmowy, podarował mi całą torbę bananów i snake fruit. Ludzie zapraszali na herbatę, kawę. Spotkany kierowca zaprosił na kokosa.

Największe wrażenie zrobiło na mnie zaproszenie na wesele. Z podwórka ozdobionego kwiatami i kolorowymi tkaninami wyszła kobieta, zapraszając na poczęstunek. W czasie posiłku uśmiechała się ciepło – i niewiele więcej mogła, bo moja znajomość indonezyjskiego i jej angielskiego nie były na zbyt wysokim poziomie. Tymczasem goście weselni wybierali podarunki, jakie mieli zabrać ze sobą do swoich domów; owoce i ciasta.

Wschód Bali to przede wszystkim miejsce, gdzie najbardziej celebruje się uroczystości – nie tylko wesela, ale i kremacje. Tego samego dnia, odwiedzając nadmorską miejscowość Amed, mijam jeszcze dwie kremacje – ozdobne posążki, złoto-białe figury i odświętnie ubrani ludzie jadący na przyczepach.

Odwiedzam też dwukrotnie Amlapurę – raz w poszukiwaniu maski do nurkowania, innym razem w drodze na plażę z białym piaskiem. I tylko przypadek sprawia, że trafiam na White Sand Beach – namawia mnie do tego autostopowy kierowca. Plaża, położona z dala od głównej drogi, jest rajska. Samo dojście do niej to już sprawia wiele radości – maleńkie wioski, piękne widoki na kwiaty, palmy, zieleń, wąskie dróżki, las. Na samym końcu zaś plaża z białym piaskiem i czystą, błękitną wodą.

Innego dnia jadę autostopem do Pura Besakih – Świątyni-Matki. Droga z Tianyar prowadzi przez wioseczki, w których życie płynie w innym rytmie. Uśmiechnięci ludzie, nielicznie pojawiający się, choć chętnie podwożący kierowcy. Do pewnego czasu jednak – potem ruch prawie zupełnie się urywa, a zapada zmierzch. Czas wracać do Tianyar – tym bardziej, że wioski nieoświetlone, więc i autostopowanie trudniejsze. Dobrze jednak było podejrzeć z tak bliska życie ludzi tutaj, na oddalonych od głównych dróg wsiach.

Inne dni mijały w wiosce i na pobliskiej plaży. Poddałam się rytmowi dnia, życia. Każdego dnia witałam na plaży wschód słońca – oglądając go jak wielkie przedstawienie. Na tej części nieturystycznego wybrzeża produkuje się sól. Miejscowi codziennie o wschodzie słońca wynoszą pojemniki pełne morskiej wody, by w ciągu dnia mogła wyparować – wieczorem zaś kobiety w pojemnikach na głowie wynoszą z plaży sól.

Zachwycam się rytmem, w jakim żyją tu ludzie. Tak naturalnie i radośnie. Rodzinka Komana, z którą dzielę podwórko, to 85-letnia mama i 100-letni tata – ludzie w pełni siły. Codziennie o wschodzie słońca zamiatają podwórko, potem mama gotuje, a tata spaceruje z psami. Cały dzień są aktywni, uśmiechnięci. Nie chorują – nie ma się zresztą co temu dziwić, kiedy widzi się, co jedzą i piją; świeżo zerwane owoce i warzywa, ryż z pobliskich pól, świeżą kawę codziennie rano, sok z kokosa, tempeh, tofu. To norma, że ludzie na wsiach żyją tu ok. 100 lat w zdrowiu. Ludzie żyją wdzięcznie i pogodnie, bez zbędnego stresu.

Szczególnie mama porusza się pięknie. Prawdopodobnie dzięki temu, że całe życie nosi miski lub dary do świątyni na głowie – stąd jej wyprostowana figura i płynne, magnetyzujące ruchy.

W Tianyar więc wiele rzeczy wydarzyło się dla mnie po raz pierwszy. Chociażby trzęsienie ziemi, które obudziło mnie jednej nocy. Ziemia zadrgała kilka razy, po czym stwierdziłam „O! Trzęsienie ziemi!” i poszłam spać dalej. Rano okazało się, że w tych okolicach takie trzęsienie ziemi to norma kilka razy w miesiącu.

I było coś jeszcze – tak bardzo dla mnie wyjątkowe. Mój pierwszy snorkeling! W jednej z wiosek wypożyczyłam na cały dzień sprzęt do snorkelingu po lokalnej cenie i oglądałam świat z innej perspektywy. Podwodny świat. Dość mistyczne doznanie – bezwładne unoszenie się na wodzie i podglądanie podwodnego życia. A jest tu ono niesamowicie kolorowe! Przepływające mi przed twarzą żółto-czarne i niebieskie rybki, ławice większych ryb, wrak statku pod wodą – kolejne niezwykłe doświadczenia w moim życiu. I bez wątpienia snorkeling uwielbiam – mam nadzieję na kolejne takie doświadczenia w tej podróży.

Dobrze było spędzić tydzień w małej, nieturystycznej wiosce, w domku na plaży, na podwórku otoczonym palmami, drzewami mango i papaji, pijąc sok z kokosów i witając na plaży każdy wschód słońca. Żywiąc się naturalnymi, świeżymi produktami, spędzając czas z rodzinką lub w najbliższej okolicy, biegając po plaży z psami rodzinki i witając się z miejscowymi z wioski.

Czas jednak już ruszyć dalej – niech się wydarza!

To też może Cię zainteresować:

2 Comments

  1. Gość: Ilona, 195.117.29.18* says:

    To jest po prostu niesamowite 🙂
    zazdrość mnie dopadła … 🙂

    1. Lalla says:

      Tak, Bali jest piękną wyspą!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.