Moim zdaniem

Oddając hołd życiu

Piję herbatę z Malezji doprawioną masalą z Nepalu, palę balijskie kadzidła, dosypuję do obiadu marokańskie przyprawy, zajadam się tureckim pişmaniye, w tle muzyka z Bałkanów. I tylko myśli plączą się po głowie – zachować smak i zapach, wyjątkowość krajów, odwiedzonych miejsc, chwil. Ale okazuje się, że jest inaczej.

Chyba w każdym kraju, jaki odwiedziłam, było coś, co mnie sobą zachwyciło, przyprawiło o zawrót głowy swoim smakiem, zapachem, wyjątkowością, niepowtarzalnością. I pomimo że nie przywożę z podróży żadnych pamiątek, doznania zmysłowe chciałabym zamykać w słoikach i sycić się nimi kiedy tylko mam ochotę – już tu, po podróży, w Polsce. Okazuje się jednak, że harira nie smakuje nigdzie lepiej, niż na Saharze, wczesnym rankiem, kiedy słońce wschodzi, a w powietrzu unosi się zapach wolności. Hummus w Syrii podany z plackami, oliwą i yerba mate, jack fruit w Indonezji, ajvar w Bułgarii, bośniacki burek, turecki şalgam – to wszystko jest tak wyjątkowe, ale tylko tam, w otoczeniu kraju, z którego przywiezione, chwil, które się z tym łączą.

Mimo to przywożę czasami smaki, zapachy – i cieszę się namiastką tego. I wciąż na nowo – bo przecież każde jedno miejsce, w którym bywam, ma taką swoją magiczną smakowo-zapachową historię. Swoisty klimat, jakiego nie da się pomylić z żadnym innym.

I taki jest właśnie Paryż z „O północy w Paryżu” ze swoimi latami dwudziestymi i belle epoque, taka jest też książka, która opowiada o mieście (i w zasadzie całej Europie) z tamtych czasów – a mowa tu o „Bardzo prywatnym życiu artystów” Nigela Cawthorne. Vincent van Gogh w świecie prostytutek, Leonardo da Vinci rozkochany w mężczyznach, Pablo Picasso zwany hiszpańskim bykiem, wyrafinowane potrzeby seksualne Salvadora Dali – a wszystko to na tle ówczesnej Europy i jej historii.

I gdy każdego poranka stawiam kawę na podkładce z dawnymi ulicami Paryża, prezencie od S., przepełnia mnie coraz większa ciekawość i chęć, by dotknąć całego tego wachlarza chwil, atmosfery paryskich kawiarni sprzed wieków, zapachów i smaków ze świata, wspomnień ukrytych w paczce ziarenek kawy z Borneo.

Wtedy właśnie jednocześnie najbardziej doświadczam tego, co wokół – odkrywam, że i tu, na miejscu, feeria barw życia do uchwycenia sięga nieba. Wtedy też pakuję plecak i jadę autostopem do miejsc, w których dzieje się to, co nazywam magią chwili. Coś niezwykłego. Jak w poniedziałek, kiedy to w jednym z kaszubskich lasów, gdzie znajdują się kamienne kręgi, odbywało się stare pogańskie święto. W przeddzień Święta Zmarłych, na 31 października przypadało ostatnie ósme święto solarne, poświęcone zmarłym przodkom. Samhain. Jego nazwa oznacza koniec lata.

„Druidzi (kapłani celtyccy) wierzyli, iż w dzień Samhain zacierała się granica między zaświatami a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym jak i dobrym, łatwiej było się przedostać do świata żywych. Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy zaś odstraszano. Ważnym elementem obchodów Samhain było również palenie ognisk. Na ołtarzach poświęcano bogowi resztki plonów, zwierzęta i ludzi. Paląc chciano dodawać słońcu sił do walki z ciemnością i chłodem. Wokół ognisk odbywały się tańce śmierci.”

Mroczny las, porozstawiane wokół kręgu świece, oznaczające strony świata poświęcone żywiołom, dary, palenie w kociołku wypisanych na kartce elementów, jakich palący chciałby się pozbyć, ogień i dobra energia wśród ludzi, którzy spotkali się w takim gronie pierwszy raz – dobre doświadczenie, opływające historią miejsca i ludzi tam żyjących.

I gdy nastał 1 listopada, nie bez przyjemności wędrowałam po cmentarzu, sycąc oczy milionem małych światełek zniczy. Ogniem.

Gdy nadszedł 1 listopada, przyszło mi do głowy, że, banalnie, wyjątkowość historii leży w wyjątkowości życia i tego, co uchwycone – co zostawia w głowie i ciele słodko-gorzkie wspomnienia chwil minionych.

Gdy nadszedł 1 listopada, zamiast zmarłym i przemijaniu, oddałam hołd życiu, rozkoszując się zmysłowością chwili, smakami, zapachami, godząc się z tym, że wrażenia te mam tylko na moment, tu i teraz – i za kilka godzin będą już historią.

To też może Cię zainteresować:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.