Moim zdaniem

5-lecie bloga!

W tym miesiącu minęło 5 lat, odkąd założyłam blog. Miało to być miejsce dla najbliższych na czas mojej podróży. W międzyczasie okazało się jednak, że adres poszedł w świat, a podróż nie zakończyła się nigdy.
Rok 2007. Obrona magisterki, kręcenie filmu na Litwie, Rzeszów – i czas już ruszać w drogę. Najpierw miały być samotnie Indie – a przypadek sprawił, że przed nimi pojawiła się Sahara… Miejsce, które uczyło mnie życia. Jak każda inna podróż zresztą. Ale ta była pod wieloma względami szczególna.
Jak pisze o tym Xiaolu Guo w „Małym słowniku chińsko-polskim dla kochanków”:
Może nigdy nie wrócę do Anglii, kraju, gdzie wydoroślałam, gdzie stałam się kobietą, gdzie także zostałam zraniona, kraju, gdzie przeżyłam dni największego zagubienia i moją największą namiętność, i moje krótkie szczęście, i mój cichy smutek. 
Ale wszystkie te myśli nie mają już wielkiego znaczenia.
5 lat na blogu. Około 50 krajów na liczniku. Tysiące kilometrów przejechanych autostopem. Ludzie, ich historie i domy, w których gościłam. Świadomość, że przy zachowaniu odpowiedniej uważności – świat jest dobry i odpowiada na moje potrzeby.

I postanowiłam trochę ten czas rozgrzebać. Zebrać to, co utkwiło mi szczególnie w pamięci – i opublikować tu dzisiaj. Migawki z pięciu ostatnich lat.

Rosja. Chwilę po podwiezieniu przez Wołodię w okolicę Woroneża na wylotówkę. Po nieprzespanej, pełnej pasjonujących rozmów nocy. Wołodia zgarnął nas noc wcześniej o północy autostopem i w jego rodzinnym domu zjedliśmy razem śniadanie o 3 rano. Przyjęto nas jak najbliższą rodzinę, a na koniec obdarowano samogonem. („Przyda się!” I się przydał.)
Góry. Wcześniej mało eksplorowane przeze mnie. Po zmierzeniu się z Himalajami i przygodach tam, wypadku w górach i klinice w Nepalu – docenione i obdarzone uwielbieniem.
Tu: wędrówka po Bieszczadach.

 

M’hamid. Moje miejsce sprzed lat. Mój pokój w wiosce przez chwilę. Piękne dni.

Eurotrip. Autostopem do Holandii! Szalony czas!

Paryż i Project 888 – spotkanie autostopowiczów z całej Europy. Grób Morissona, przypadkowe spotkanie z Pawłem poznanym w M’hamidzie, spontaniczne zaproszenie i nocleg u człowieka z Laosu. Szczęście. Przestrzeń jest radością!

Bośnia i Hercegowina. Poczytalj. Zaczepiony w nocy człowiek zaprasza do swojego domu na nocleg, tuż pod zamkiem, w zabytkowej części wioski…
Kazachstan. Po kilku dniach w drodze, pod namiotem zimową porą, w czasie mrozu, pierwszy od dawna nocleg pod dachem obok wioski, która jest opuszczona, a gdzie rezydowała armia rosyjska. Kierowca autostopowy poznaje nas ze swoim bratem Arturem, który pracuje w Embi – przełącza faksy. Artur przygarnia nas na noc. Ma mały domek, z wodą z baniaka i toaletą na zewnątrz. Opowiada, że tu nie ma życia, że ma żonę i dziecko w mieście, ale aż tu praca. Rano idziemy na pociąg, bo zupełnie nie ma ruchu samochodowego z Embi w stronę Aralska.

Tybetańskie chorągiewki. To one przywoływały myśl o Azji, kusiły mnie nią. Modlitwy, które lecą w świat. Przez nie w azjatyckich górach nigdy nie czułam się samotna.

Ladakh. Jedno z kilku miejsc, które pokochałam całą sobą. Bliski mi, poznany tam Wanchug. Wspólny czas, śniadania i rozmowy.
Z Łukaszem kolejna podróż autostopem po Europie, chwilę przed Bliskim Wschodem.
Kręcenie z Litwinami filmu pod Kłajpedą…

Termopiles. Autostopowa Grecja z Bartkiem. Namiot pod pomnikiem, imieniny Bartka obchodzone w gorącym źródle, ukrytym obok oliwnego i figowego gaju.

Maroko. Z drogi na kilka dni do siebie, na święta do rodziny, dziennikarzy TV, zabiera mnie Rachid. Intensywny czas.

Przekroczenie czasu, jaki mogłam legalnie spędzić w Maroko. Wyjazd na chwilę do Hiszpanii. Gibraltar i okolice. Val-Valentina. Angielka pomieszkująca w Hiszpanii. Podróżniczka, właścicielka vana i głowy pełnej pomysłów. Czas ochłody, odpoczynku, oderwania myśli, regeneracji. Znakomite kolacje, czerwone wino, plaża za oknem.
Po 6 miesiącach w podróży – powrót na chwilę do kraju. Międzylądowanie w Hiszpanii, w Gironie, gdzie trafiam na święto kwiatów. A tam taki znak i mnóstwo mnichów – i zapowiedź kolejnej podróży, już 3 miesiące później.

Chodzenie po ogniu. Kaszuby oczyszczające. Chodzę po ogniu, słucham gongów, siedzę w sweat lounge, tańczę w kolorowej sukience w deszczu na wzgórzu.

Intensywny wyjazd autostopowy ze znajomym sprzed lat. Słowenia i Chorwacja autostopem. Nocleg na tarasie muzeum w Rijece. Wyspa Krk. Plaża nudystów, skały i rozgrzany piasek.

Maroko. Droga blisko Jabal Toubkal. „Teraz już wiem, że wolność mieszka w górach” – napisała wtedy Mama.

Moje pierwsze opuncje. Syria. Mknę do granicy z Turcją – kończy się wiza. Gościnni Syryjczycy co rusz zapraszaj do siebie. W pewnym momencie – Mahmud, wprost z powieści Hemingwaya. Nie sposób odmówić. Podążamy wąskimi dróżkami do miejsca, gdzie i raj kulinarny, i taki dla oczu oraz duszy. Ahmed, przyjaciel Mohameda, częstuje rosnącymi przy domku opuncjami.

Moulin Rouge. Moje dawne marzenie. Miejsce frywolne, lekkie, puszczające oko do przechodzących.
Indie. Pierwsze wrażenia. Pierwsze zdziwienia. Tak wiele lat czekałam na ten moment.

Około 50 krajów, 5 lat, tysiące zdjęć, filmików, przyjaźni. Poszerzanie horyzontów, zauważanie różnych perspektyw. I ja – każdego dnia bogatsza o nowe doświadczenia.

Nie potrzebuję korzeni, jedyne, czego mi trzeba, to pamięć – mówił Mounir Fatmi.

Pozdrawiam i dziękuję za te 5 lat!
Lalla

To też może Cię zainteresować:

1 Comment

  1. Cudnie zamknęłaś te 5 lat i świat – jak w kalejdoskopie 🙂 pozdrówka R.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.