Moim zdaniem

Pożądanie wyszło z szafy

Piątkowy wieczór. Wykładam na taśmę przy kasie produkty. Jedną bagietkę z ziołami, trochę winogron, gruszkę, migdały w polewie kokosowej i butelkę czerwonego wina – tym razem Shiraz z RPA. Stojący za mną chłopak uśmiecha się znacząco. Zerkam raz jeszcze na moje zakupy – co one dziś mówią o mnie? Jaką formę spędzania przeze mnie piątkowej nocy sugerują? Chyba podpowiadają, że będzie to samotny wieczór tylko dla mnie.

 

„Po przedmiotach ich poznacie” – pisze Piotr Adamczyk w swojej niedawno wydanej książce „Pożądanie mieszka w szafie”. Trochę w tym prawdy. Sama lubię zerkać na to, co inni wykładają na taśmę – i wyobrażać sobie, co ich tego dnia czeka. Sok, wódka, papierosy, chipsy. Albo makaron, sos w słoiku, kawałek mięsa, zwykły krojony chleb, masło. Innym razem przyglądam się zaciekawiona mężczyźnie, który płaci właśnie za dobrej jakości wino, sery z różnych rejonów świata i egzotyczne, rzadko spotykane w polskich koszach na zakupy dodatki. Ktoś będzie miał miły wieczór… – zamyślam się.

 

I kupuję kolejne składniki na orientalne sałatki czy wykwintne, wynalezione w zanadrzu internetu i stron kulinarnych potrawy. Bo gdy jesień i chłód, kuchnia szczególnie wraca do łask. A w ruch idą książki, które pochłaniam nienasycona.

 

Ale wróćmy do tego piątku. W domu rozpakowuje zakupy, biorę pachnącą, czekoladową kąpiel, otwieram czerwone wino i delektując się wytęsknionym czasem tylko dla siebie, odpalam „W chmurach”.

 

Co masz w plecaku? – pyta główny bohater. – Ile waży wasze życie? Wyobraźcie sobie, że niesiecie plecak. Chcę, byście go poczuli na waszych barkach. Czujecie? Chciałbym, żebyście zapakowali do niego wszystko, co posiadacie. Począwszy do drobiazgów z półek, szuflad, bibeloty, kolekcje. Czujecie, że jest cięższy? Teraz dodajcie większe rzeczy… ubrania, sprzęty domowe, lampy, pościel, wasz telewizor… Plecak powinien robić się naprawdę ciężki. A teraz większe. Kanapa, łóżko, stół kuchenny. Wszystko jest w środku. Wasz samochód jest tam. Wasz dom, bez różnicy czy kawalerka, czy dom z dwiema sypialniami. Chciałbym żebyście upchnęli wszystko do tego plecaka. Teraz spróbujcie z nim iść. Trochę to trudne, nie? Tak jest na porządku dziennym. Przeciążamy się, aż nie możemy się ruszyć. Nie popełnijcie błędu… ruch to życie.

 

Zamierzam wrzucić wasz plecak do ognia. Co byście z niego wyjęli? Zdjęcia? Zdjęcia są dla ludzi bez pamięci. Wypijcie trochę ginkgo, a zdjęcia niech płoną. Właściwie niech wszystko płonie, a wy budzicie się rano z niczym.

 

Notebook i aparat fotograficzny. Przez lata do życia potrzebowałam tylko tego. Małą, pompowaną poduszkę i czerwony lakier do paznokci wrzucałam na dno plecaka. Przez wiele lat rzeczy, których potrzebuję do życia, byłam w stanie spakować w nieduży plecak. Czy to znaczy, że jestem tak mało wymagająca?

 

Otóż nie. Ascetyzm jest mi wyjątkowo daleki. Wręcz przeciwnie – hedonistyczne zachcianki zaspokajam w sposób zachłanny. Rzecz tkwi w elastyczności. Kiedy jestem w domu, w mieście – rozkoszuję się kinem, restauracjami, kulturą. Wchodzę we wszystko, na co tylko mam ochotę. Korzystam z dobrodziejstw miasta, nie żałując na to żadnej chwili. Choć nadal niewiele jest rzeczy, których nie mogłabym się pozbyć, stracić.

 

Kiedy ruszam zaś w  podróż – pakuję absolutne minimum. Bo po co mi balast na plecach, gdy rzucam się w otchłań świata. Jak „W chmurach”:

Wszystko czego najpewniej nie cierpisz podczas podróży: przetworzone powietrze, sztuczne oświetlenie, dozowniki do soków, tanie sushi – to wszystko mi mówi, że jestem w domu. 

 

Bo Dom był zawsze tam, gdzie byłam ja, gdzie czułam szczęście.

To też może Cię zainteresować:

5 Comments

  1. Anonymous says:

    Uwielbiam Cię czytać!zawsze mnie inspirujesz!to u Ciebie na blogu znalazłam wspaniałą Clarissę Pinkolę Estes,która tak mnie zachwyciła,dopiero uczę się,jak żyć-od najlepszych: )

  2. Nie ma najlepszych 😉

    Mhm , wleczemy takie różne balasty na własnych ramionach… Pytanie po co… Czy one ułatwiają nam życie czy odgradzają nas od niego? No właśnie.
    Ja jeszcze mam problem ze spakowaniem się w ten jeden plecak.

    Dom tam gdzie Ty- wolność się nazywa 🙂

  3. nadrabiam dziś stracony czas… czytam i tęsknię….
    …za naszymi spotkaniami bo choć tak żadkie to jednak tak „gęste” od opowieści i wymienionych wrażeń, uśmiechu…
    pamiętaj, że u nas bezdroży na okolicznych wzgórzach wrzosowisk wiele i chociaż słońca zagwarantować się nie da to jednak w pub-ie zawsze można się rozgrzać…. może na wiosnę wam się uda wpaść…. czekamy 🙂

  4. na bakier z ortografią jestem…. rzadkie oczywiście 🙂

  5. Anonimku – dziękuję. Dobrej zabawy w inspirowaniu siebie i innych!:)
    Lea:) – bez wątpienia.
    Lulu’ah – też tęsknię… Postaram się wraz z wiosną przylecieć do Was na chwilkę:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.