Azja, Tajlandia

14 lutego w rytmie Magha Puja Day

Dochodzi 23:00, kiedy wolnym krokiem idę w stronę domu. Mijam uliczne garkuchnie, zamknięty już o tej porze park, gdy mój wzrok przyciąga mnogość jedzenia ułożonego na ulicy. Czego tu nie ma! Kilkadziesiąt jajek, ryż w małych pojemniczkach, otwarte butelki z napojami, kokosy, świeże owoce, zupy. A wszystko to na ulicy, tuż obok przejeżdżających aut.
Przyglądam się zdziwiona dłuższą chwilę i nawet nie zauważam, gdy podchodzi do mnie mężczyzna.
– Pewnie się zastanawiasz po co to wszystko?
– Ty to tu przyniosłeś?
– Tak. Dla duchów. Dla tych z ciężką karmą.
I zaczyna swoją opowieść. O tym, że niektórym ciążą złe uczynki, że po śmierci przygniata ich karma. Te duchy nie są w stanie podlecieć wyżej, zabrać dary, jakie ludzie zostawiają dla nich w przydomowych świątyniach. Te duchy poruszają się nisko, przy samej ziemi. I dlatego przyniósł tutaj swoje dary, by i one nie pozostały głodne, by mogły się posilić.
– W końcu dzisiaj jest Magda Puja Day!

 

Dochodzi 23:00, gdy wracam ze świątyni. Sporą część dnia, 14 lutego, w piątek, ustawowo wolnego dla całej Tajlandii, spędziłam w okolicach świątyń buddyjskich. Walentynkowe serca przeplatały się z buddyjskimi świeczkami, kadzidłami i kwiatami. Buddyści mantrowali i świętowali ten dzień. Moja ulubiona bangkocka świątynia Wat Suthap wyglądała tego dnia jeszcze bardziej wyjątkowo.

 

 

Bo przecież Magha Puja Day to wydarzenie niemałe. Święto sanghi obchodzone przy pełni księżyca przyciąga rzeszę Buddystów.

 

 

Te buddyjskie miejsca, ci ludzie mają w sobie niemałą magię. 14 lutego spędziłam w mojej ulubionej Wat Suthap, ale przecież odkąd tu mieszkam, odwiedziłam już kilkanaście innych świątyni. Każda miała w sobie to coś.

 

To przecież w Wat Pho jest figura leżącego Buddy, która przyciąga wielu. Wrażenie robi niemałe, tak samo jak cały kompleks świątynny, w którym się znajduje.

 

 

 

 

Zaraz po Wat Suthat, na drugim miejscu jest Wat Saket, świątynia na złotym wzgórzu w Bangkoku. Ma w sobie czar małych nepalskich i tybetańskich świątyń. Otaczają ją buddyjskie dzwonki i piękne widoki na miasto.

 

 

Na szczycie wzgórza, na dachu klasztoru, znajduje się stupa. Zachodzące właśnie słońce wydobywa jej złoty blask.

 

 

Wokół, z dachu Wat Saket, roztacza się taki widok na miasto…

 

 

…Minęła już 23:00. Nadal stoję na skraju chodnika i rozmyślam nad buddyjskimi duchami, karmą, świątyniami ze złotymi stupami. Z przemyśleń wyrywa mnie stojący wciąż obok mężczyzna.

– It’s Magha Puja Day!

Żegnam się i ruszam wolnym krokiem w stronę mieszkania, gdzie jeszcze pół nocy śnię o zaczarowanych duchach i dźwiękach nocnej pudży…

 

Oj,14 lutego był w tym roku nietypowy, przewrotny!

To też może Cię zainteresować:

6 Comments

  1. Alika says:

    Dzięki za namiary!

  2. Przyjemnego odwiedzania tych miejsc!:)

  3. Piękny tekst.
    Kiedyś czytałam książkę (bodajże „Miłość Peonii”) – historię ducha jednej dziewczyny, który się błąkał po świecie, głodował, nie mógł przeskoczyć na kolejny poziom zaświatów. Co prawda akcja działa się w Chinach, ale jakoś więcej emocji budzą we mnie teraz wszystkie pudźe – czy to indyjskie, czy inne.
    Pozdrawiam, Asia

  4. fajowy artykuł

  5. świetnie napisane

  6. spoko napisane

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.