Azja, Tajlandia

O zapachu trawy cytrynowej

Dzień nie zaczął się zwyczajnie. Tamta sobota nie miała być zwyczajna z założenia. W końcu nie codziennie rusza się na miejskie targi na wodzie – i to tu, w sercu wielkiego miasta. W Bangkoku.

 

Tym razem był to kolejny odkryty na mapie miasta targ. I nawet wtedy, gdy po przepłynięciu promem na drugą stronę rzeki wędrowałam po okolicy, trafiając w miejsca mało miejskie,  porośnięte dżunglową roślinnością, na myśl mi nie przyszło, że to nie wszystko. Wiadomo, smaki i zapachy samego targu na wodzie pochłonęły na kilka godzin moje zmysły i uwagę. Naturalnie wtopiłam się w klimat lokalnego, nieturystycznego marketu. Ale wystarczyło, że nadrzeczną ścieżką doszłam do głównej drogi, by w głowie pojawiła się myśl: Co, że bez mapy! Dalej, na przełaj, przed siebie!

 

To nie była zwyczajna sobota. Wąska betonowa ścieżka, na której minąć się nie sposób, prowadziła w głąb półwyspu, a porastająca ją z dwóch stron roślinność pozwalała na dobre zapomnieć, że jestem tu oto, w wielkim mieście.

 

Gdy po kilkunastu minutach wędrówki zza dżunglowej roślinności wyłonił się drewniany domek z tajskimi napisami, coś mnie podkusiło, by zejść z głównego szlaku. Niepewnie, dostrzegając już z bliska uśmiechającą się osobę pod zadaszeniem domu, nieśmiało zachęcającą do podejścia, zbliżyłam się coraz bardziej.

 

Nagle zapach trawy cytrynowej ogarnął mnie i pochłonął. Wdychałam zaczarowana, a właściciel – jak się okazało – domu i ogrodu oprowadził mnie po posiadłości, pokazując to, co jest jego największą pasją.

 

Przyprawy. Bo to właśnie uprawia w swoim ogrodzie, tym zajmuje się od lat. Chłonęłam zapach świeżo przygotowanej przyprawy z imbiru, smakowałam kolejne figlujące z nozdrzami i kubkami smakowymi.

 

I gdy tak zachłannie pochłaniałam zmysłową stronę ogrodu, dotarło do mnie, skąd ten wszechogarniający zapach trawy cytrynowej wokół.

 

 

Bo to nie przyprawy były główną pasją właściciela domku. Nie kwiaty i inne rośliny w ogrodzie. To kadzidła zawładnęły jego czasem, jego życiem. Robi je od lat, umiejętnie przygotowując pastę z rosnącej w ogrodzie trawy cytrynowej, nakładając ją na patyczki, wypracowanym ruchem nadając spiralny kształt kadzidłu, które następnie schnąc, po dwóch dniach nadaje się już do użytku. Trawa cytrynowa jest w Tajlandii pożądana – odstrasza komary. I do tego ten obłędny zapach.

 

 

I tak rozmowa o kadzidłach i przyprawach mogłaby nie mieć końca. Właściciel opowiada o swojej skromnej działalności, ja słucham i trę w palcach liście trawy cytrynowej, jaką przed chwilą dla mnie zerwał.

 

 

 

Kilkanaście kadzideł przyjeżdża ze mną do domu. Gdy otwieram wieczorem torbę, zapach odurza i przypomina o pewnym wyjątkowym miejscu, człowieku, spotkaniu i pasji. O zejściu z głównej trasy, trafieniu do przypadkowego domu i pochłonięciu go wszystkimi zmysłami.

 

To nie była zwyczajna sobota.

To też może Cię zainteresować:

5 Comments

  1. trawa cytrynowa, oh bajkowa przygoda

  2. Maya says:

    Aż zapachniało mi tą trawą tutaj :*

  3. Dusia, Maya – bajkowy zapach, tak! 🙂

  4. Cudownie wyglądają, pewnie cudownie pachną.
    Uwielbiam trawę cytrynową, zwłaszcza, że jestem uczulona na cytrusy i często tylko trawa może zastąpić mi w potrawach ów kwaskowy smak/zapach, No ale tutaj nie tak łatwo o nią.

  5. mmmmm………:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.