Ogień i woda. W bangkockim żywiole

IMG_20140409_083614
Zapada ciemność. W stroju kąpielowym, przepasana tylko ręcznikiem, zjeżdżam 15 pięter w dół. Czwarte piętro. Drzwi windy otwierają się. Mijam leżaki i altankę ze stołem. Zrzucam ręcznik i wskakuję pod prysznic pod gołym niebem, pod palmami wyrastającymi tuż nad moją głową. 
Jest już ciemno, tylko delikatne, subtelne lampki świecą ładnym światłem, wyodrębniając roślinność i miejsca do relaksu. Basen jest również podświetlany, co daje jeszcze lepszy efekt – przestrzeń przepełniona jest aurą tajemniczości. 
Wchodzę do wody. Zanurzam się od razu i płynę. Wokół cisza. Poza delikatnym pluskiem wody i moim zrelaksowanym oddechem, nie słychać nic. W tle jedynie niesie się dźwięk miasta, ale to w tej chwili nie ma żadnego znaczenia.
Woda niesie mnie subtelnie, otacza swoją łagodnością. Zamykam oczy. Płynę, frunę, ślizgam się po tafli komfortu. Zerkam w niebo. Gwiazda puszcza do mnie oko. Oddaję się mocy, żywiołowi wody.
Innej nocy wędruję na dach. Wyżej się już nie da. Patrzę na miasto z góry, na jego spokój, świętość i rozpustę. Ono nie zasypia. Ja również. Wiatr targa moje chwilę temu rozpuszczone włosy, smaga mnie po twarzy, po ramionach. Zimne powietrze chłodzi rozgrzane chwilę wcześniej ciało.
Przez słońce. Przez ten bangkocki ogień, który każdego dnia szuka nieosłoniętej przestrzeni na ciele, ogrzewa ją, zarumienia. Budzi żywioł, budzi życie. To ta energia, która pcha do przodu. To ten żywioł, którego nadmiar balansuję wodą.
I jest jeszcze ziemia. Cicha i niepozorna. Oddychająca swoim rytmem. Szczególnie późnym wieczorem w pobliskim parku, gdy siedząc na trawie, na rozgrzanym skrawku podłoża, ogarnia mnie uczucie tak wielkiego zespolenia z tym, co mnie otacza. 
Z wodą, powietrzem, ogniem i ziemią. W wielkim mieście Bangkok. I tu nad wyraz mocno się to przydarza.

Bo powiecie: Bangkok – ogromna metropolia. A jak olbrzymie miasto, to beton, szkło, smog. To ślepy pęd, pośpiech, wyścig, brak czasu na cokolwiek, brak dla siebie.

Bywa pewnie i tak, ale Bangkok ma coś jeszcze. Ma w sobie magię tajskich obrzędów i rytuałów, świąt i świętowania. W warstwie miasta mieści się prawdziwy żywioł.

Bangkok to miasto, w którym żywioły czuć tak mocno, tak wyraźnie, namacalnie.
Bangkok to miasto, w którym zmysły dopiero się rozpalają.

Pozdrawiam żywiołami,
Lalla

12 thoughts on “Ogień i woda. W bangkockim żywiole

  1. O, zajrzałam, a tu już wpis nie zapowiedziany jeszcze na facebooku. W ogóle dobry temat, ludzie zapominają zbyt mocno o żywiołach w wielkim mieście. Trzymaj się!

  2. Też umiem poczuć te żywioły w wielkim mieście. Nie tylko tam, gdzie wieś sielska, anielska, ale i w mieście. Dziękuję, że mi o tym przypomniałaś :*

    Kasia L.

  3. Przeszedł mnie dreszcz jak czytałam. Sama nie wiem czemu. Może ta myśl budzi we mnie żywiołowego zwierza, też w centrum wielkiego miasta.
    Pozdrawiam z Kuala Lumpur!

    Iwona

  4. Both men had worked under Margaret Thatcher, and as you would
    expect, she had not cut cormers and did it by the
    book as she always ran a proper cabinet government. Each
    faction ability – ove 16 – is a uunique ability for the
    player that can wreak havoc on enemy forces. But if you
    are going to build massive or very grand, then just do it.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.