Azja, Foodie, Tajlandia

FOODIE: Patongo. Tajlandia-Włochy-Sahara

Tajlandia. Kraina kubki smakowe pobudzająca. Tyle nowego, tyle nieznanego! Wciąż tyle do odkrycia. Ale nie tylko! Jest coś jeszcze, co i tu odnalazłam po latach…

…Mgliste wspomnienie pewnego smaku towarzyszyło mi od kilku lat. Wspomnienie smaku, jaki poznałam mieszkając na Saharze. Nietypowego, bo niespotykanego nigdzie indziej, poza jednym nomadzkim domem. Jednym na tak wiele, w których jadałam.

Bo przecież smaki Sahary są ubogie – w okolicy nic się nie uprawia, a pewne warzywa czy owoce są tam dowożone tylko w określonych porach roku. Mimo dużej powtarzalności, małej różnorodności, są takimi smakami, za którymi latami można tęsknić. Comfort food…

Jest łagodna zupa harira, tagine, ostra pasta harrisa, sałatki pomidorowe. Przesłodka herbata…

Jest też coś, co próbowałam u pewnej saharyjskiej rodziny – i co na lata zawładnęło moim sercem. To pewien rodzaj placków podawanych najczęściej do hariry.

…Nie zdążyłam dopytać o to, jak się nazywają, jaki jest na nie przepis. Po powrocie z pustyni wielokrotnie o nich myślałam, aż w końcu, czytając pewną książkę i odtwarzając z niej jakiś przypadkowy przepis, trafiłam! Już po pierwszym kęsie wiedziałam że to jest to!

…Książka opowiadała o typowych przepisach toskańskich. To, co odnalazłam, widniało tam pod nazwą Ficattole. Skąd na Saharze, tylko w domu jednej rodziny, przepis na ten smakołyk? Zastanawiam się do dzisiaj.

I w końcu – jak to ma się do Tajlandii? Kiedy już tu zamieszkałam, od samego początku zwracałam największą uwagę na uliczne smakołyki. Na street food. I dnia pewnego, mieszkając jeszcze na Rangnam Road, odkryłam, że wczesnym rankiem pod domem właśnie te przysmaki są wypiekane! Identyczne jak na Saharze! A zwą się tu Patongo.

 

I tu właśnie tajsko-włosko-saharyjska historia zatacza koło! A żeby nie być samolubną, oto dla Was przepis na Ficattole wg Aleksandry Seghi – w wersji tajskiej: Patongo! 🙂

FICATTOLE
(Smażone ciasto drożdżowe)
300 g mąki
30 g drożdży
woda
sól
oliwa do smażenia

 

W kubku z ciepłą wodą rozpuścić drożdże z łyżką mąki i poczekać aż wyrosną. Gotowy zaczyn połączyć z resztą mąki, ewentualnie dodać sól. Ciasto nie wyrośnie jednak wtedy zbyt dobrze, dlatego lepiej posolić gotowe ficattole. Podczas wyrabiania ciasta dodać tyle wody, ile potrzeba, aby stało się miękkie. Gotowe ciasto przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia. Następnie rozwałkować je na grubość 5 mm i wykroić prostokąty. Smażyć na patelni na rozgrzanym oleju. Najlepiej smakują na ciepło. Podawać posypane solą lub cukrem. Na wierzchu można też położyć ser lub rozsmarować dżem albo nutellę.

 

Osobiście najbardziej lubię to ciasto bez żadnych dodatków – samo w sobie, w tej prostocie, smakuje świetnie i przywołuje wspaniałe wspomnienia.

 

To też może Cię zainteresować:

3 Comments

  1. Lara says:

    Gra mi ten przepis, ta historia. Skosztuję.

  2. Jadłam tu kiedyś u Ciebie jeszcze w Gdańsku. Racja, bliskie comfort food. Teraz przywołuje tyle naszych wspomnień.

    Całusy :*
    Ana

  3. Świat jest pełen niespodzianek. 🙂
    Być może ktoś dawno, dawno temu przyniósł tu ten przepis z daleka, a on się przyjął.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.