Azja, Tajlandia

Jak w pół roku wywrócić swoje życie do góry nogami?

Dwa tygodnie minęły od dnia, gdy zajrzałam do kalendarza i ze zdziwieniem stwierdziłam, że mieszkam już pół roku w Tajlandii… Z jednej strony nie odczułam zbyt mocno tego upływającego czasu, tak jakbym dopiero kilka tygodni temu tu się wprowadziła. Z drugiej – chodzę ulicami miasta i mam wrażenie, że mieszkam tu od lat. Znam różne zakamarki miasta, zwyczaje, smaki, słowa. Codzienność tutaj wydaje mi się niczym innym niż coś, co znałam od lat. Tak jakby nic a nic się nie zmieniło. A przecież pół roku temu wywróciłam swoje życie do góry nogami!


Chociaż zbyt duże to stwierdzenie. Zbyt poważne mimo swojej lekkości. Nie jestem miłośniczką palenia mostów, zaczynania co jakiś czas życia od nowa. Nie lubię odcinać się od przeszłości, wyrzekać tego, co było, co rusz zaczynać od pustej kartki. Nie na tym polegała ta przeprowadzka.


Po pierwszych studiach magisterskich, po obronie, zamieszkałam na Saharze – spontanicznie, bez większych planów, bez martwienia się o to, co było czy będzie. Od drugiego kierunku studiów dzieliło mnie jeszcze kilka wyjazdów, ale po obronie drugiego tytułu magistra w zeszłym roku wiedziałam już, że czas ruszać w świat. Ba! Wiedziałam to zawsze, ale miałam też inne cele, ambicje, które chciałam realizować. Gdy dopiełam swego, przyszedł czas na wybranie kierunku. Na spełnienie kolejnego z pięciu największych marzeń.


Wiedziałam jedno – będzie to wielka metropolia pełna możliwości. Przez chwilę wahałam się między Bangkokiem a Nowym Jorkiem, ale dość szybko przewagę zdobyło to pierwsze miasto. Taki zbitek kultur! Tak blisko do miejsc, które chcę odwiedzić. W końcu i całoroczne słońce. Nowy Jork odpadł więc w przedbiegach.


Bo właśnie w poszukiwaniu słońca ruszyłam przed siebie. Są ludzie, którzy bez niego żyć nie mogą. Ja do nich bez wątpienia należę. Dopięłam więc w kilka miesięcy sprawy w Polsce i ruszyłam!


Wiedziałam jedno – chcę tu żyć i pracować w zawodzie z drugich studiów. Z energią, determinacją przystąpiłam do działania – co dość szybko zaowocowało znalezieniem świetnej pracy w zawodzie w Bangkoku i chwilę później decyzją podpisania kontraktu na najbliższy rok. Pracy, do której z uśmiechem chodzę każdego dnia – albo i jeżdżę na motorze 😉 Bo i słońce daje energię, język angielski jest w ciągłym użyciu, wykorzystuję wiedzę ze studiów, świetnie zarabiam, a dodatkowo szkolę się w swojej dziedzinie na organizowanych kursach. Do tego świadomość mieszkania w mieście, które fascynuje, wciąga, nie ma końca – taka metropolia daje masę możliwości!


To tak czysto teoretycznie, tytułem wstępu. Bo chciałam tak naprawdę napisać, jak pewne decyzje – z pozoru szalone – mogą się okazać tymi, które wywierają olbrzymi wpływ na nasze życie i doświadczenie. Wbrew pozorom, do życia tutaj przygotowywałam się niekrótko. Jednocześnie nie miało to być zaczynanie życia od nowa. To kontynuacja tego, co do tej pory. To skorzystanie z tych doświadczeń, wiedzy i umiejętności, jakie zdobywałam latami, by w końcu w jednym miejscu i czasie móc je wykorzystać. Bo rzeczywiście trafiłam w znakomite miejsce w odpowiednim czasie.


Jak w pół roku przewrócić swoje życie do góry nogami? Tytuł jest raczej przewrotnym stwierdzeniem niż podsumowaniem ostatniego pół roku. Fakt, że mieszkam w tropikach. Że zamieszkałam na innym kontynencie, w olbrzymim mieście, zaraz po przebudzeniu za oknem mam widok na otchłań miasta, a rytm życia nie wyznaczają pory roku, ale spadający co jakiś czas, kojący rozgrzane ciało deszcz. Fakt, że egzotyczne owoce mam teraz na codzień, wszystko, co wcześniej niedostępne, a podróżniczo wymarzone – jest w zasięgu ręki, mogę wyskoczyć na weekend do wielu azjatyckich krajów, a i świąt z dniami wolnymi tu niemało. Faktem jest też, że pławię się w słońcu, smakuję Azję, rozwijam się zawodowo.


Jednak w tym wszystkim jest jeszcze to „coś”. Nieodłączne od początku wrażenie, jakbym nigdy nie wyjechała. Zupełnie, jakbym pół roku temu nie zrobiła nic, co odwróciłoby bieg zdarzeń. Nadal budzę się rano, piję szklankę earl grey, nadal jeżdżę do pracy, wracam z niej i ruszam w miasto. I mimo że jest to już zupełnie inne miasto, a nie Gdańsk, wszystko to wydaje mi się zwyczajną kontynuacją tego, co było.


Nie zrozumcie mnie źle – Gdańsk i Bangkok za grosz nie są do siebie podobne. A jednak ani przez chwilę nie miałam tu wrażenia obcości. Od poczatku czułam się jak ktoś, kto żyje tu od zawsze. Ktoś, dla kogo widoki na ulicach, smaki i Bangkok to taka codzienność.


Przewróciłam swoje życie do góry nogami nawet tego nie zauważając, a jednocześnie nic się nie zmieniło poza tym, że żyję w miejscu, o którym do teraz, po pół roku już, nie jestem w stanie powiedzieć złego słowa. Ba! Wciąż chcę więcej i więcej. Oj, zakochałam się po prostu, mocno zakochałam w tym ogromnym Bangkoku! A decyzja, by spełnić kolejne marzenie i realizować się w tym wielkim mieście, była jedną z najlepszych, jakie podjęłam w moim życiu!


Czego i Wam mocno życzę. Dobrych, odważnych decyzji po prostu. Bo wywrócenie swojego życia do góry nogami wcale nie musi oznaczać zaczynania wszystkiego od nowa.

To też może Cię zainteresować:

7 Comments

  1. Wow! Powodzenia, Kochana, we wszystkim! :*

  2. Dziękuję za ten tekst. Mocny kop dla mnie.
    Lil

  3. Mira says:

    Lalla, dzięki! :*

  4. Beatka 🙂 Jesteś czystą inspiracją :*

  5. super się czyta takie pozytywne wpisy od Ciebie. Trzeba być odważnym i wiedzieć czego się chce. A potem idzie i samo się układa. My planujemy chociaż krótki wypad gdzieś z małym za granicę, a póki co odwiedzamy i ruszamy się kiedy tylko można po najbliższej okolicy. Jesteśmy w momencie, kiedy trzeba coś zakończyć, co zaczęliśmy, a potem…. kto wie:)

  6. Pięknie napisane. To jest dokładnie TO. Trochę mi to pozwala inaczej spojrzeć na to, co u mnie. Pozdrawiam turecko 🙂

  7. Ana – dziękuję! 🙂
    Lil, Mira – bardzo mi miło 🙂
    Monika Wibe – <3
    Elaine Blath – dziękuję! Trzymam kciuki za Wasze decyzje – bo przecież: Ku marzeniom! 🙂
    Skylar – dziękuję :* Fajnie tak inaczej spojrzeć. Też to robię co jakiś czas. Pozdrawiam rozgrzanym Bangkokiem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.