Azja, Wietnam

Wietnam. Chwile, które zmieniają rzeczywistość.

Chwile, które zmieniają rzeczywistość – słowa wzniosłe, ale wcale i nie tak odległe. Bowiem to właśnie te codzienne, przynoszące nowe wrażenie momenty, wpływają na całość. I one właśnie świadomie lub nie są tym trybikiem, który potrafi przeskoczyć.

Były takie momenty w Wietnamie. Było ich kilka. Takie chwile, w których gdzieś w głowie rozlegało się głośne pukanie – stukot oznajmiający przyjście nowego, poprzedzony dziwnym przeczuciem, że jeszcze tyle ma się przed tym wydarzyć. I tak oto w wietnamskiej rzeczywistości chwile stawały się wyznacznikiem istniejącego tu i teraz zamkniętego w szczelne słoje stojące obok siebie – a to tylko brutalniej uświadamiało, gdzie koniec, a gdzie początek wszystkiego. Bowiem Wietnam miał w sobie tę nić, która bezboleśnie tnie rzeczywistość, siatkuje ją na części ważne i nieważne, istotne i małostkowe. I tym samym surowość i szorstkość tego kraju stawała się wyznacznikiem nowego kursu, jaki budził się po bliskim zetknięciu z tą rzeczywistością. Wrażenia zlewały się w jedną całość, a może bardziej oplatały jeden wątek, który na dobre zawładnął wietnamskimi dniami.

DSC_0329

Gdzieś pośród wzgórz w okolicy małego miasteczka Ninh Binh, w starej, małej świątyni ukrytej przed światem, siedzi mnich. Siedzi i gra – a muzyka płynąca z jego instrumentu niesie się po podwzgórzu. Muzyka głęboka, mocna, niosąca w sobie coś więcej niż tylko zbitek nut, rytmów. Niosąca historię.

Ów mnich właśnie to opiekun tamtejszej świątyni – jest jak jej dobry duch, który oplata swoją troską okolicę. Gra i zanurza się w dźwiękach. Rozpływa się, by jakiś czas później, przerwawszy utwór, powrócić do wcale nie tak innej rzeczywistości. Tej wokół, obok, której w żaden sposób tej płynącej z dźwiękiem duchowości też nie brakuje.

Nie, żeby zaraz cud świata, geniusz, ale obraz ten, połączony z niosącą się donośnie po pustej okolicy muzyką, otwiera nową przestrzeń. Obnaża inną twarz Wietnamu.

Chwila pierwsza.

DSC_0027

Most jak inne mosty – wśród oczywistości jego prawa funkcjonowania w świecie, w tej wietnamskiej rzeczywistości mieści w sobie funkcję jeszcze jedną. Bowiem przy pierwszym nocnym spojrzeniu już wiem, że stał się ucieleśnieniem tego, co zobaczyć chciałam od lat.

Może to był film, może zdjęcie? Nie ma znaczenia. Gdzieś kiedyś zaistniał w mojej świadomości. Czerwony most przecinający niewielkie jezioro. Miejsce tak fotogeniczne, pełne uroku, że skojarzeń niemało. Spotkania przy pełni księżyca? Chwile wyrwane rzeczywistości, gdzie most staje się wehikułem czasu i otwiera sobą nową przestrzeń, w której choć na moment można się zanurzyć?

Kobieta z parasolem w szerokiej sukni opierająca się o barierkę mostu. Mężczyzna węrujący wolnym krokiem w kierunku drugiego brzegu. Gromadka dzieci biegnąca przy wtórującym odgłosie uderzanych drewnianych desek. Dziewczyna w sukience, z powiewającymi na wietrze długimi włosami, pozująca do zdjęcia na tle kwiatów kwitnącej wiśni…

Most, który mieści w sobie dużo. Myśli, wspomnień, chwil minionych, których cień wciąż odbija się na rzeczywistości.

Chwila druga.

DSC_0039

Wietnamska herbata zbierana z rozległych plantacji. Smak Wietnamu, który w sposób mimowolny zawładnął kubkami smakowymi. Zielona czy jaśminowa, czarna, owocowa – to przy niej właśnie rodzą się opowieści i gawędy. Późnym popołudniem w górach, wśród zamglonych szczytów, herbata właśnie staje się pretekstem – do rozmowy, spotkania, przycupnięcia na brzegu drewnianej ławy w małym sklepiku na szlaku.

Od lat herbata jest pretekstem, ale i celem samym w sobie. Opowieścią, dialogiem i refleksją przy wschodzącym upalnym rankiem słońcu.

Herbaciany Wietnam snuł więc niejedną opowieść.

Chwila trzecia.

DSC_0085

Lalkowy teatr wodny – to olśnienie największe. W samym sercu Hanoi, na wodnej scenie, odbywa się spektakl – opowieść o tradycji i legendach, historiach i przygodach, symbolach tego, co minione. Na wodnej scenie podświetlonej setkami świateł, toczy się opowieść zwana życiem – przeszłością, która postawiła wielką stopę na Wietnamie, zostawiła swój trwały ślad. Tu tradycyjna muzyka grana na żywo, śpiewy i magia teatru grają pierwsze skrzypce. Gdzieś z boku przemyka tylko świadomość brania udziału w czymś niepowtarzalnym, możliwości dotknięcia tego, co jest sercem i szpikiem Wietnamu. Jak sól na świeżą ranę, tak umysł rozdziera świadomość bycia uczestnikiem tej wyjątkowej chwili.

Chwila czwarta.

_DSC5477

Przemijanie. Widziane na żywo oczami wolno przemykającego pomiędzy polami i wioskami rowerzysty. Nieprzejednaność chwili. Zaciekłość zębów czasu. Narodziny. Śmierć. Gdzieś pomiędzy to właśnie, co jawi się jako życie codzienne Wietnamu. Czas swobodny i nieśpieszny. Chwile z rodziną na niewielkich podwórku między domami, pielęgnowanie upraw ryżu na polach, pośrodku niczego piękny kościół katolicki wypełniony wiernymi. Obrazy mijane i przemijające.

Chwila piąta.

DSC_0063

Hanoi. Tu historia się zaczyna i kończy. Miasto-Baza. Miasto-Wszystko. Mały Paryż. Bo wpływy francuskie odcisnęły tu niemały ślad. Piękne kamieniczki, kawiarnie z markizami, małe kwiaciarnie poukrywane w zaułkach i świeże bagietki dostępne na każdym kroku. Ryneczki pełne warzyw, rowery z wypełnionymi zakupami koszykami na ulicach. Obrazy, które łączą się w jedną całość i zlewają w podobieństwa do miejsc widzianych już kiedyś. Hanoi – Miasto-Wszystko.

Chwila szósta.

_DSC5444

I chwile te upływają nieprzejednanie. Nie sposób targować się o więcej, sięgać wyżej i silniej. Limit zostaje wyczerpany. Szorstkość i surowość wietnamskiej rzeczywistości wkrada się pod skórę, choć nie tak głęboko, by zahaczyć ostrym kantem o zebrane już w kwiecisty koszyk chwile.

Te chwile, które zmieniają moją rzeczywistość.

 

To też może Cię zainteresować:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.