Moim zdaniem

Z Kindle w tle

Mając wolność, kwiaty, książki i księżyc, któż nie byłby w pełni szczęśliwy? – retorycznie pytał Oskar Wilde. I ja mu przyklaskuję. Bo choć sama – wyznając zasadę minimalizmu – nie mam tu, w Bangkoku, wielu tradycyjnych, papierowych książek, to w wersji elektronicznej czytam dużo. Bardzo dużo. Prawdę mówiąc każdą wolną chwilę gdzieś pomiędzy innymi czynnościami przeznaczam na podczytywanie.

W literach się kocham. W słowach odnajduję. Ze zdań buduję dzień. Całe utwory składają się wręcz na równoległe światy,  w jakie wnikam i nie mogę się od nich oderwać. Książkami zaś oddycham. Bowiem nie ma nic smaczniejszego niż dobra historia! Albo znakomity ebook czytany na Kindle – jednym z najlepszych wynalazków na świecie! Niech żyje myśl techniczna!

Nie bez powodu więc część zdjęć, jakie posiadam z podróży czy (nie)codzienności to takie, na których widnieje książka. Elektroniczna książka. A ściślej mówiąc – mój czytnik, jaki zabieram wszędzie ze sobą. W tej chwili mam na nim kilkadziesiąt książek. Co jakiś czas, gdy pojawia się on na zdjęciach, pada pytanie o książkę, jakiej fragment na nim widnieje. Dzisiaj więc podzielę się z Wami tymi, jakie przeczytałam w ostatnim czasie i zrobiły na mnie wrażenie, pozostawiły coś we mnie.

Z Kindle w tle.

Zaczynamy!

Thailand_150504_4895

Piaskowa góra – Joanna Bator

Na tę książkę trafiłam przypadkiem szukając czegoś do poczytania w grudniu. Wtedy właśnie wypadał mój miesieczny urlop, a w planach miałam wyjazd w tajskie góry. Potrzebowałam książki, przy jakiej miło będzie przysiąść późnym wieczorem, po całodniowej włóczędze. I stało się! W historię wciągnęłam się tak bardzo, że parę sekund po otwarciu oczu w namiocie włączałam Kindla i chłonęłam… Język przerósł moje oczekiwania. Narracja zwaliła z nóg. Czytałam jak zaczarowana, a kilka dni później z bólem żegnałam się z bohaterami – książka dobiegałą końca. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że druga książka, jaką mam na czytniku…

Chmurdalia – Joanna Bator

…to nic innego jak kontynuacja tej pierwszej! Pamiętam, że był 31 grudnia 2014, kiedy zakrzyknęłam z radości na widok mojego tego odkrycia! Kupując bowiem książki autorki, zrobiłam to trochę w ciemno, choć z dużym zaufaniem. I masz – szczęście na wyciągnięcie ręki! Byliśmy wtedy w kolejnym paśmie gór – z dala od cywilizacji. Leżący w namiocie i zaczytani, nie zauważyliśmy nawet jak wybiła północ. Wokół panowała cisza, a ja dawałam ponieść się opowieści. Tak weszłam w nowy rok.

Nocne zwierzęta – Patrycja Pustowiak

Kawał mięcha. Nie tego delikatnego, przystrojonego kiełkami. Tu jest krwisty stek, świeży konkret. Mało delikatny, zupełnie nie subtelny, za to ociekający i soczysty. Nocne zwierzęta to świat brutalny i mocny. Życie na granicy. Intensywność. Bowiem świat ten, na ogół jednoznaczny, kryje w sobie tysiące warstw nasyconych wszystkim, czym tylko się da. Znakomity debiut powieściowy. Kobieta, Warszawa, noc. Siła miasta. Moc nocnych zwierząt. Autentyczność, która porusza do granic możliwości. I język, który zostawia rys.

Kochanie, zabiłam nasze koty – Dorota Masłowska

Masłowską lubię. Czytam. Bo czego by o niej nie mówić, jest to językowy maestro. Świat w jej powieściach staje się tworem tak żywym, a tkanka historii tak wyraźna, że nie sposób przejść obojętnie. Ja nie przeszłam. I zaraz po tym kupiłam kolejną jej książkę.

Więcej niż możesz zjeść – Dorota Masłowska

Cenię sobie zabawę słowem, przekraczanie zdaniami granic uniwersalnego postrzegania, łamanie słownych zasad i wyprowadzanie czytelnika na manowce. Więc gdy tylko usłyszałam: Masłowska i kulinaria – wzięłam bez zastanowienia. Książkę zjadałam na Koh Kood, na plaży, na drugie danie. Smakowało.

Najgorszy człowiek na świecie – Małgorzata Halber

Wietnam. Jego drogi i bezdroża. A ze mną opowieść nie tylko ciekawa dla mnie jako psychologa. Bowiem historia poruszająca, zahaczająca o to, co niby wokół, od lat, ale nigdy do końca nie rozebrane na czynniki pierwsze. Najgorszy człowiek na świecie to szczera relacja z krainy nałogu. Tu także język robi swoje – jego forma buduje opowieść.

Zapach truskawek. Rodzinne opowieści – Ania Włodarczyk

Żeby nie było, że czytam tylko brutalne i mięsiste książki, a nie lubuję w prozie życia – Zapach truskawek. Książka Ani jest jak balsam dla ciała, duszy, umysłu. Ta szczera, prawdziwa opowieść o dzieciństwie pełnym nostalgii, smakach, potrawach i rodzinnych historiach wciągnęła mnie na dobre. Z rozgrzanego do granic możliwości Bangkoku przeniosłam się pod koc, przed kominek w jakimś zasypanym śniegiem górskim schronisku – i chłonęłam smaki, zapachy, słowa. Ania to umie zaczarować codziennymi ciepłymi (choć z pazurem!) historiami jak mało kto!

 

Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską – Dariusz Zaborek

Książka z rodzaju tych ciepłych, choć pozornie. A może jednak dramatycznych, a pozornie ciepłych. Bowiem opowieść o obozie i historiach z nim związanych to nie słodki kąsek. Sposób narracji jednak i postrzeganie  świata przez autorkę sprawia, że nie bagatelizując, zmiękcza się świat zastany. Pękają mury. Ile w tym jednak wypierania, a ile autentyczności – nie wiem, bo co kilkadziesiąt stron to pytanie wracało do mnie natarczywie.

Śmierć pięknych saren – Ota Pavel

Książkę poleciła mi znajoma. Biograficzna opowieść, powstała ze wspomnień o dzieciństwie w ramach psychologicznej terapii. Humor sytuacyjny i groteskowość przeplata się z szerokimi opisami tego, co wokół. Nie jest to bowiem studium psychologiczne, o nie! Opis jest szczegółowy, detale trafiają do wyobraźni i malują subtelne, impresjonistyczne, pastelowe obrazy.

 

Przyjemnego odkrywania więc. Zjadania, oddychania i życia słowami!

To też może Cię zainteresować:

2 Comments

  1. już sobie zapisałam pare tytułów, a
    ” W literach się kocham. W słowach odnajduję. Ze zdań buduję dzień.” – już sobie spisałam do kalendarza

    1. admin says:

      Cieszę się, że niektóre książki i Ciebie zainteresowały. Przyjemnego czytania! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.