Afryka, Maroko, Sahara

Kobiety mają moc

Kobiety, ich zwyczaje, rytuały. Kobiece kręgi. A wszystko to z pustynią w tle.

Afryka i Sahara – kraina kobiet, które mają moc.

Sahara. I kobiece kręgi mocy

– Twoja kolej – mówi Fatima, przywołując mnie do siebie ruchem ręki oplecionej lekkim, czarno-brązowym materiałem. Zresztą na ciemno okryta jest cała – ma na sobie strój zakrywający nie tylko jej ciało, ale i długie, lśniące włosy, które czasami przy mnie czesze. Robi to tylko wtedy, gdy zostajemy same – lub w kręgu bliskich jej kobiet. Wtedy Fatima zrzuca z głowy chustę, rozpuszcza splecione w kok włosy i czaruje. Włosy miękko opadają jej na kark, spływają po ramionach i zatrzymują się gdzieś na wysokości talii.

Fatima ma już ponad 50 lat, szóstkę żyjących dzieci urodzonych na pustyni, dwójkę nieżyjących. Fatima ma oczy jak rozżażone węgielki i wypieka najlepsze placki w okolicy. Czasami zabiera mnie ze sobą na kobiece odosobnienie – a raczej: do kobiecego kręgu mocy. Bo Fatima, jak i inne kobiety z Sahary, z okolic afrykańskiego Mhamid el Ghizzlane, żyjąca w świecie silnych podziałów na to, co męskie i kobiece, dla chłopców i dziewczynek, różnicujące, a nie łączące, zbudowała sobie swój własny krąg. Swoisty krąg kobiecej mocy.

Spotykają się często, rozmawiają, jedzą wspólnie. A przede wszystkim dbają nawzajem o piękno swoich ciał. Dzielą się zdobytą gdzieś jakimś cudem glinką ghassoul, smarują olejkiem arganowym, wymieniają radami. Co jakiś czas zabierają jedzenie, wodę i koce, by ruszyć z tym kilka kilometrów dalej. W głąb pustyni. Tam, gdzie nic więcej, poza ich rozmowami, tańcami i śpiewami, nie dociera. Przekraczają wtedy wrota, do których mężczyźni nie mają wstępu. Nigdy nie będą mieli. Bo świat kobiet, saharyjskich kobiet, rządzi się swoimi prawami. Kobiety mają moc i swoje kręgi – a ja, po jakimś czasie życia na Saharze, staję się ich częścią.

– Twoja kolej – powtarza Fatima, a wtórują jej pozostałe kobiety. Jest Leila, Hzila, Zahra o dziewczęcym spojrzeniu i Rabja, nieśmiała jak zawsze. Wszystkie siedzą w kręgu, powiększając koło co jakiś czas, by weszła do niego jedna z nich. Leila była dziś pierwsza, później Fatima. Teraz ja. Wstaję, próbując przypomnieć sobie te fantazyjne, wdzięczne ruchy, jakie wykonywały moje poprzedniczki. Siadam w samym środku kręgu, naprzeciw Fatimy. Gdy ta zaczyna śpiewać, a po kilku wersach dołączają do niej pozostałe kobiety, nie mam więcej pytań. Wiem, jak to zatańczyć. Tak jakbym zawsze to wiedziała. Zamykam oczy i wiruję, pozwalam płynącym z ust mieszkanek Sahary słowom i rytmom porwać moje ciało, wniknąć w ramiona, szyję, klatkę piersiową czy dłonie. Tańczę tak, jak nie tańczyłam nigdy. Bo nomadzkie pieśni, historie opowiadane przez miejscowe kobiety, to dźwięki przenikające ciało.

Najczęściej opuszczamy wioskę czy namiot wczesnym porankiem, kiedy słońce dopiero wynurza się zza horyzontu, a pustynna okolica budzi się do życia. Beczą kozy, jakiś pies przemyka ukradkiem, kryjąc się w cieniu palm. Wracamy późnym wieczorem, wraz z wyciem odważniejszych już, niechowających się przed słońcem dzikich psów. To nasz czas. Niepowtarzalne chwile. Takie, jakie odnalazłam dopiero tu, na Saharze.

Sahara i jej kobiety

Kiedy zamieszkałam na Saharze, najbardziej ciekawa byłam tamtejszych kobiet. Tych strażniczek tradycji, zwyczajów, rytuałów. Tych, które stały się nie głowami, a szyjami rodziny – bo bez wątpienia to one zarządzają rodziną i mają na nią największy wpływ. Kobiety Sahary, które poznawałam, dzieliły się swoimi historiami – niełatwymi, okraszonymi surowością i szorstkością życia oraz wyborów. A raczej ich braku.

Te same kobiety, od lat żyjące w takim, a nie innym świecie, wypracowały sobie swój własny system, umiejętność radzenia sobie w każdych warunkach. Rodzenia dzieci na rozgrzanych piaskach Sahary, przymusie godzenia się ze śmiercią wielu z nich, braku medycyny, znachorach i wzajemnej pomocy, która pozwala przetrwać. Wsparcie innych kobiet stało się więc nieodłącznym aspektem życia każdej z nich.

Kobiety mają moc

W społeczeństwie, gdzie męski pierwiastek jest silny i oddzielony na dobre od kobiecego świata, kręgi stają się miejscami mocy, wymiany doświadczeń, wspólnego przemierzania życia i dzielenia się codziennością tak podobną, tak bliską. Już od pokoleń, w prawie każdej kulturze, tradycja i kobiece rytuały przekazywane z ust do ust odgrywały olbrzymią rolę. Wymiana, wsparcie, zrozumienie. Saharyjski świat kobiet oddzielony sztywną granicą od świata mężczyzn. W niezmienionej formie od lat trwa to w wielu, szczególnie arabskich, kulturach. I choć takie podziały budzą kontrowersje i surowe oceny, to jednak to, co na ich kanwie powstało, możliwe jest w jakiejś części do przeniesienia tam, gdzie tylko występuje taka potrzeba. Odkrywane i coraz popularniejsze spotkania kobiet z dala od kolektywistycznego świata, budowane na indywidualistycznych wartościach, zbliżają w tęsknocie za plemiennością kolejne pokolenia. I dopóki nie powstają sztywne, nieprzekraczalne granice, a świat męski i kobiecy płynnie koegzystuje ze sobą, dopóty moc kobiet – czy to w kolektywistycznym, czy indywidualistycznym świecie – niesie spełnienie.

Lalla

DSC_6910

DSC_6946

DSC_6954

To też może Cię zainteresować:

4 Comments

  1. Karola says:

    Dziękuję za ten post. Taką właśnie moc odkrywam w bliskich mi kobietach. Ułożył mi ten post dużo w głowie. Zawsze byłam ciekawa, jak tam na Saharze (ze szczegółami) Tobie się żyło.

    1. Lalla says:

      Przyjemnego odkrywania, Karola! 🙂

  2. Magda says:

    Jest moc. A zwyczaje kolektywistyczne przeniesione na grunt naszej kultury to ta wlasnie poszukiwana i pozadana plemiennosc…w indywidualistycznym swiecie. Pieknie napisane. Zazdroszcze Tobie takich doswiedczen.

    1. Lalla says:

      Dziękuję za dobre słowa, Magda. Cieszę się, że tak to widzisz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.