Nowa podróż

20170312untitled-107

Jak było, gdy nie pojawiała się jeszcze w myślach czy pragnieniach? Jaki był świat widziany oczami z czasów „zanim”, a nie już „po”? I czy nowa, zupełnie inna podróż właśnie się rozpoczęła?

Ida urodziła się pewnego marcowego, czwartkowego poranka. A raczej nad ranem, kiedy to miasto śpi jeszcze snem spokojnym, szpitalne sale przesiąknięte są jeszcze nocą – i tylko kilku lekarzy dwoi się i troi, by przywitać na świecie kolejną podróżniczkę. Urodziła się w dzień urodzin swojego Taty, jeden dzień przed moimi urodzinami. Świtało już, gdy na sali pooperacyjnej przytulała się do mojego zaskoczonego jej spokojnym oddechem ciała. Nowa podróż właśnie wtedy miała się rozpocząć.

Idy twarz okalały jasne włosy, duże oczy jak tafle lustra odbijały wpadające tego poranka przez okno pierwsze promienie światła, a usta, kształtem przypominające serce, dopełniały obrazu. Przepadłam. W amoku miłości przepadłam, do szaleństwa.

Szpital, w którym ta mała dziewczynka rozpoczęła swoją podróż, był miejscem nie z tej ziemi. Opowieści pokoleń poranionych zaczątkiem macierzyństwa, wspominających to, co jak najszybciej chciałyby zapomnieć, nie mają tu miejsca. Ida miała to szczęście przyjść na świat w najlepszym miejscu na świecie.

I tylko sen nie przychodził łatwo. Trzy pierwsze doby, gdy oksytocynowy speed szaleje w ciele, wzmagały proces czuwania. Nad tym cudem, który właśnie się wydarzył. Wzmagały potrzebę patrzenia, dotykania, obserwowania, głaskania i nieustannego mówienia. Nad małym, śpiącym obok ciałkiem, które od tego czwartkowego poranka było już non stop obok mnie.

Nowa podróż zaczynała się właśnie wtedy, na oddziale tego warszawskiego szpitala, a może już wcześniej, w Bangkoku, gdy wróżbita powiedział o kilka zdań za dużo. Tak właściwie to trwała dziewięć miesięcy – przez czas, który zatrzymał się w miejscu, a ciało skupione na sobie i tym, co się właśnie wydarza, poznawało siebie w nowej roli.

Zobaczyć świat, przeżyć, rozwijać się, marzyć i te marzenia realizować, stale się uczyć, próbować, a w końcu – tulić do siebie małe, pulsujące wiosną i nowym życiem ciałko. Mieć wszystko.

Ta podróż – ta nowa – rozpoczęła się 1,5 miesiąca temu, gdy po raz pierwszy spojrzały na mnie te błękitne oczy okolone wachlarzem jasnych rzęs. Podróż najdalsza, z biletem tylko w jedną stronę, najszczęśliwsza.

20170312untitled-26

20170404_173626

31 thoughts on “Nowa podróż

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.