Moim zdaniem

Podróż zwana macierzyństwem

Macierzyństwo to bułka z masłem. Pomidorówka z makaronem. Stopa z sandałkiem, rzęsy z tuszem, policzki z różem, ciasto z wystygniętym rooibosem. To trochę chmur, trochę słońca, trochę pieprzu, ciut mięty. Ciut poezji, ciut prozy.

Macierzyństwo nie zmienia nic. Nadal poranki – pełne możliwości, nadal noce – takie długie, natchnione, a popołudnia pełne chęci.

Macierzyństwo zmienia wszystko – nigdy już nie jest się tak naprawdę sam na sam ze sobą. Bo nawet, jeśli realnie dalej, to w głowie już świadomość tej małej fizyczności, która jest od kilku miesiecy na świecie.

Macierzyństwo nie zmienia nic – w głowie nadal plany, kolejne marzenia. Potrzeba ruchu. Nomadyzm. Świat taki wielki i ciekawy, życie takie wzniosłe i pełne wrażeń, codzienność – taka szans pełna. Nowy wymiar.

Macierzyństwo zmienia wszystko. Radość sięga nieba, strach sięga piekła. Niczym są przeżyte noce z trzęsieniem ziemi na Bali, lądowanie w czasie tajfunu na Tajwanie, przeżywanie powodzi w Tajlandii. Niczym tamten rodzaj strachu. Dziecko rozbiera z pancerza. Jest się bezbronnym. W obliczu świata – po raz pierwszy w życiu nagim.

Macierzyństwo nie zmienia nic. Radość z małych rzeczy pozostaje radością niezmienną. I zmienia wszystko – szczęściem są rzeczy jeszcze mniejsze.

Macierzyństwo to spacery po lesie pachnące wiosną, dzięcioł wybijający rytm, komar gryzący w policzek. Kubek herbaty uchwycony po drodze, lód w wafelku wyrzucany naprędce do kosza, gdy małe ciałko ma dość wózka – woli ciepłe ramiona. Wąchanie czubka małej główki, całowanie tłustych rączek, masowanie małych stópek. Burczenie w brzuchu, gdy na obiad czasu brak. Obślinione ramię, na którym opiera się mała główka. Więcej gwaru, mniej ciszy. To gotowość – ten moment, gdy wszystko jest na tak, by właśnie w tej chwili na świecie pojawił się nowy człowiek. To spełnienie – z czasów „przed”, jak i „po”. To brak oczekiwań, miłość bezinteresowna, radość odwzajemniona.

Macierzyństwo to bułka z masłem, pieprz z miętą, tusz na rzęsach, ciut poezji, ciut prozy, róż na policzkach, prawie brak chmur, więcej słońca, rooibos, który czasem zdąży wystygnąć i łapczywie jedzone słodkie ciasto z kremem, który skleja palce.

To Naj. Najbardziej bezbronna. Najuważniejsza z dotychczasowych podróży. Najłatwiejsza. Najbardziej intuicyjna. Najwdzięczniejsza.

Bo przecież macierzyństwo zmienia wszystko.

Bo przecież macierzyństwo nie zmienia nic.

To też może Cię zainteresować:

6 Comments

  1. To teraz będziesz podróżniczą mama 🙂 Czekamy na kolejne wpisy i relacje !

    1. Lalla says:

      Tak! Teraz zmieni się wszystko, nie zmieni się nic 😉 Będą relacje na pewno! 🙂

  2. Tekst jest ok gdy Internauta przeczyta go do końca. Przeczytałam.

    1. Lalla says:

      Miło mi.

  3. Mila says:

    Fajna poezji proza. Podoba mi sie 🙂 ide dalej Cie poczytać. 🙂

    1. Lalla says:

      Cieszę się! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.