Moim zdaniem

Minimalizm hedonistyczny. O życiu zamkniętym w plecaku.

Minimalizm hedonistyczny, czyli jak spakować swoje życie w jeden plecak, być z mobilnością i nomadyzmem za pan brat, a jednocześnie żyć pełnią życia, doświadczać hedonizmu i nie odmawiać sobie żadnej przyjemności?

A raczej pytanie brzmieć powinno: czy da się w tym wszystkim odnaleźć spokój? Taki wewnętrzny, gdy wszystko w środku współgra, cel wydaje się jasny i oczywisty, a droga i to, co ona przynosi nie budzą żadnych wątpliwości.

Jak więc spakować swoje życie w jeden plecak i zacząć od nowa? Bez palenia mostów, przekreślania swojego dotychczasowego życia, osiągnięć, doświadczeń. Jak ruszyć, a nie uciekać, oddalając się od tego, co było. By podróż stała się doświadczaniem, a nie szukaniem rzeczywistości bez tego, co zbudowała przeszłość.

Dla mnie zawsze było to łatwe. Tak jakby moja moc, mój super power, z jakim przyszło mi żyć, polegał na elastyczności, umiejętności życia ze zmianą w tle. Do tego chęć poznawania świata, doświadczania tego, co niosą inne kultury, chęć wejścia w społeczności innych krajów – to wszystko przyczynia się do tego, że potrafię umiejętnie budować swoje życie w kolejnych miejscach, jakie wybieram.

Jak jednak zmieścić swój dotychczasowy świat w plecaku, a jednocześnie nie zostać ascetą? Bo mimo tego, że nie tylko rzeczy nas określają, to jednak bywają znakomitym dodatkiem do życia, umilaczem, ulepszaczem czy niezbędnym elementem twórczym.

Kilkukrotnie pakowałam plecak. Dawniej zdarzyło mi się zmieniać wynajmowane mieszkania, przenosić się z mniejszych miasteczek do większych. Następnie Sahara – plecak o objętości 55+10, który starczył na pół roku życia tam. W nim zmieściło się wtedy całe moje życie – był domem i biurem. Mieścił nie tylko komputer i aparat, ładowarki, baterie i kable, ale i ubrania, podstawowe kosmetyki, drobne pamiątki od ludzi spotkanych po drodze czy smakołyki nabywane na lokalnych soukach.

Kolejne były podróże azjatyckie, europejskie czy po Bliskim Wschodzie – ten sam plecak mieścił w sobie przez miesiące w drodze cały mój świat. Na kilkanaście dni do Gruzji jechałam już tylko z plecakiem 20 litrów – pomieścił nie tylko śpiwór i aparat-lustrzankę, ale i pozostałe niezbędne tam rzeczy. Aż w końcu Tajlandia i po latach nowy, 55 litrowy plecak – tam zamknął się cały mój emigracyjny świat. Nie wiedziałam czy jadę na kilka miesięcy czy kilka lat. Nie miało to wtedy znaczenia – tak samo jak przy przeprowadzce do Warszawy, gdzie ten sam plecak, po 2 latach w Tajlandii, pomieścił to, co chciałam przewieźć do Polski.

 

Minimalizm, czyli rzecz o tym, jak spakować swoje życie w jeden plecak

Nic prostszego, choć z pozoru rzecz wydaje się bardziej skomplikowana. Pytanie brzmieć raczej powinno: co jest niezbędne, bez czego nie da się żyć na początku, co praktyczne, co warto mieć z sentymentu. Ja zaczynam od sprzętu. Dobrej jakości laptop/notebook – niezbędny do pracy. Aparat – od lat ta sama cyfrowa lustrzanka. Tablet. Czytnik książek. Smartphone. Ładowarki, baterie, kable.

Na drugi ogień idą ubrania – ale tylko te, które lubię wyjątkowo lub są praktyczne. Zależy: ciepłe kraje czy zimna część świata? Nie obciążam tym plecaka – zabieram tylko ubrania niezbędne, bardzo dobrej jakości. Do tego kosmetyki – podstawy. I kilka drobnych przedmiotów, które darzę szczególnym sentymentem.

 

…I nie zostać przy tym ascetą.

Otóż to! Powyżej widnieje zestaw iście ascetyczny. A przecież daleko mi do bycia ascetą. Ba! Powiedziałabym, że hedonizm to moje drugie imię. Nie lubię się umartwiać, a za cel stawiam sobie dobre, przyjemne, rozkoszne życie. Jak jednak połączyć minimalizm z hedonizmem, mały plecak pełen podstawowych rzeczy z życiem, z którego można czerpać pełnymi garściami, również materialnie? Klucz tkwi w tym, by opływać w hedonizm, ale… nie przywiązywać się do tego, co się posiada.

Stanisław Barańczak pisał tak:

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inna ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat.

Słowom przyklaskuję, choć ja bym jednak tę porcelanę zamieniła na taką wymarzoną, najpiękniejszą, a fotel na wygodny, relaksujący. Tak, by będąc gdziekolwiek, nie żałować sobie przyjemności. Czuć się dobrze ze sobą i z tym, co nas otacza.

 

Minimalizm hedonistyczny

Nie jest naprawdę sztuką spakować się w jeden plecak i żyć jak asceta. No nie jest. Nie jest też sztuką ciągnąć za sobą wiele wypełnionych po brzegi walizek. Tym, do czego dążę, jest minimalizm przeprowadzkowy i hedonizm w każdym miejscu, w jakim żyję. Umiejętność spakowania się w jeden plecak, a jednocześnie życia na takim poziomie, jaki mi odpowiada. Nie żałowania sobie niczego.

Mój plecak, z którym zawitałam w 2013 roku w Bangkoku nie był duży, ale na miejscu zapewniłam już sobie wszystko, czego tylko potrzebowałam do celebrowania rzeczywistości. Drobne i większe przyjemności, małe i duże sprzęty, elementy wystroju, kosmetyki o obłędnych zapachach czy fantazyjne ubrania. Prawda jest jednak taka, że w moim przypadku tym, co sprawia mi największą radość są nie tylko rzeczy, a też przeżycia. Kolacja w restauracji nad rzeką z widokiem na buddyjskie świątynie. Wędrówka po tajskich górach i skrytych przed masowym ruchem turystycznym plemiennych wioskach. Masaż w pachnącym olejkami pokoju wykonany przez znającą się na rzeczy Tajkę. Masaż stóp jako osobna kategoria – to już niebo! Spektakl w teatrze, film w klimatycznym kinie, wystawa starych zdjęć w małej galerii w historycznej części miasta. Wyjazdy, wędrówki po miejskich drogach i wioskowych bezdrożach w dobrym towarzystwie. To wszystko sprawia, że moje materialne (bo te przeżycia czy możliwość doświadczania z reguły wymagają nakładów materialnych) oraz niematerialne „tu i teraz” staje się moim bogactwem.

Sedno tkwi jednak w tym, że gdy czas ruszyć dalej, bez mrugnięcia okiem oddaję lub wystawiam to, co nie jest niezbędne, co nie mieści się w plecaku, na sprzedaż. Bez głębszego sentymentu z mojej strony znika zawartość mojego mieszkania – koce, kubki, ubrania, książki czy dekoracje. Na środku pokoju staje znowu plecak – ten, który zarzucę na plecy i ruszę dalej. O niebo bogatsza! O tysiące wspomnień, wrażeń i doświadczeń pełniejsza.

…By w nowym miejscu dom zapełnić na nowo. O te same rzeczy? – zapytasz może. Oj nie! Przecież ja się zmieniam, mój gust się zmienia, potrzeby są inne. Poznaję nowe, co przekłada się na to, czym chcę się w danej chwili otaczać. I ta płynność, ta zmiana właśnie, pozwala mi na bieżąco mieć wokół siebie tylko to, co dla mnie piękne i jakościowe.

Nie potrafiłabym żyć w domu pełnym bibelotów, zawalonym wszystkim, co przypomina przeszłość, choć mam kilka takich rzeczy, które sobie na pamiątkę zostawiłam. Nie chciałabym też, by przez kilka lat towarzyszył mi tylko plecak. Nie jest ze mnie wzór ascety, choć minimalizm jest mi bliski. Dlatego nazywam siebie hedonistyczną minimalistką. Bo mam wszystko. Potrafię jednak bez problemu spakować to, co dla mnie istotne, w jeden plecak, by ruszyć w świat. I znowu mieć wszystko.

„…gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inna ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat.”

Lalla

To też może Cię zainteresować:

10 Comments

  1. Ilona says:

    Fantastycznie!
    Już tylko chwila i zapewne spakujesz się w ten sam plecak razem z Idą i całą trójką ruszycie podbijać świat 🙂

    1. Lalla says:

      Tak! Okaże się wtedy, czy zmieszczę mój i Idy dobytek w jeden plecak. 😀
      Pozdrawiam ciepło!

  2. Kiedyś, przez couchsurfing, dotarła do nas para z Kolumbii. Podróżowali oni dookoła świata, każdy z plecakiem o wadze 10 kg. Nie zapomnę, jakie wrażenie to na mnie zrobiło. Mówili, że jak zimno, to coś ciepłego można zawsze dokupić, do spania nic im nie było nigdy potrzebne, mały ekspresowo wysychający ręcznik, jakieś drobiazgi kosmetyczne i w drogę. Odjazd i pełen podziw.

    1. Lalla says:

      Emma, ale spotkanie! Wszystko się da – i fajnie robić tak, dopóki sprawia to radość czy przyjemność!

  3. Renata says:

    Podziwiam, bo ja zdecydowanie niepotrafilabym tak się spakować do jednej walizki i wyruszyć w świat. Zawsze zabieram wiecej rzeczy niż potrzebuje?

    1. Lalla says:

      Renata, może właśnie kluczem bywa równowaga – niewielki plecak w podróży, ale już gdzieś na miejscu, stacjonarnie, życie hedonistyczne, tak jak tylko każdy to rozumie.
      A może po prostu nie wszystko jest fajne dla wszystkich. Każdy ma swój sposób, swoją drogę.

      Pozdrawiam ciepło!

  4. Kiedyś zbierałam wszystko co napotkałam na swoje drodze. Dwa lata temu zdałam sobie sprawę, że to nie ma większego sensu, zrobiłam wielkie porządki i od tego czasu żyje bardziej minimalistycznie. Mam tylko to co mi jest potrzebne. Jest zdecydowanie łatwiej. Bardzo fajny wpis 🙂

    1. Lalla says:

      Kate, dziękuję za Twój komentarz. To chyba właśnie ten klucz – mieć to, co naprawdę jest potrzebne.
      Pozdrawiam ciepło! 🙂

  5. Świetny wpis. Nie rzeczy w doświadczenia. Totalnie wpisuję się w ten hedonistyczny nurt!

    1. Lalla says:

      Super, Gosia! Jest nas więcej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.