Najlepsze miejsca na Bali
Azja, Bali

Gdy na Bali budzi się żywioł…

„Na Bali przebudził się wulkan Agung!”, „Niebezpieczny pył!”, „Najwyższy stopień zagrożenia!” – w ostatnich dniach te informacje pokazują się nieustannie w mediach. Bali – niebezpieczna wyspa, która w każdej chwili może stać się pułapką dla przebywających na niej turystów i mieszkańców, jak słychać wokół. Jaka jest prawda? Czy siłę żywiołu wulkanu Agung da się przewidzieć?

Ostatnio myślę o Bali często. Trochę przez napływające zewsząd informacje o Agung, a trochę przez rozmowy ze znajomymi, którzy tam tymczasowo przebywają lub mieszkają. Może też i dlatego, że wyspa ta przychodziła mi do głowy, gdy myślałam o podróżach na rok 2018. O tym, gdzie są moje najlepsze miejsca na Bali.

„Bo przecież Bali to kolorowy raj” – pisałam przed laty, gdy podróżowałam po wyspie. Poznawałam jej jasną stronę – tę z perspektywy wędrującej kobiety zapraszanej przez miejscowych na noclegi, wspólne obiady czy picie kawy. Podróż po Bali wszerz i wzdłuż autostopem przynosiła uśmiech, moc rytuałów, radość spotkań, smaków, zapachów i codzienność tak inną od tej znanej do tej pory. Ale znałam też tę stronę ciemną – związaną z Kutą, masowym ruchem turystycznym i biedą.

Myślę o Bali. A gdy temat wyspy jest na pulpicie, widzę od razu kilka scen z tej autostopowe podróży – i ludzi, którzy ukształtowali wspomnienia. Moje najpiękniejsze stamtąd wspomnienia o miejscach, które każdemu, kto będzie miał szansę odwiedzić tę wyspę, polecam.

Najlepsze miejsca na Bali

 

Najlepsze miejsca na Bali

(Poniższe teksty to urywki zapisków z podróży po Bali w 2011 roku.)

 

Ubud – balijskie lekarstwo

Zamieszkałam w Ubud. Na chwilę. Po to, by wędrując po miasteczku, trafić jednej nocy na rozgrywający się właśnie za murem, na niewielkich rozmiarów placyku spektakl. „Możesz wejść, rozpoczęło się już chwilę temu…”

Jak opisać to, co na scenie? Taniec łączył kulturę i tradycję balijską. Bóstwa, małpy, wdzięk i walka. Muzyka, rytm, hipnoza. Flet, bębny, cymbałki i gongi. Tancerki pełne czaru, których ruch hipnotyzuje. Chwila, która nie ma końca – a może marzeniem staje się to, by nigdy się nie skończyła.

Najlepsze miejsca na Bali

 

Sewan – pod osłoną nocy

Chwilę później mkniemy już krętymi górskimi drogami. Alri pokazuje na samochodowym DVD kremacje swojego dziadka.
– To ważna uroczystość dla Hindusów, ale oszczędza się na nią latami – mówi. – Dziadek został spalony po śmierci, ale uroczystość kremacji miał dopiero 5 lat później – jak już uzbieraliśmy na to pieniądze”. A suma to niemała – 500 tys. mln. rupii (1 zł. to 2,9 tys. rupii). Oczywiście, nie płaci tego jedna rodzina – składa się kilka i tym samym uroczystość kremacji dotyczy kilku zmarłych. Są pochody, tańce (jeden z tańców zna tylko kilku mężczyzn na Bali – i jest przekazywany z ojca na syna), dużo jedzenia.

 

– Chcesz, możesz spać w mojej rodzinnej wiosce – mówi Alri. Po czym wiezie krętymi dróżkami górskimi, gdzie czasem kończy się utwardzana droga, do małej wioski Sawan. Mijamy górskie domki, małe świątynie obok nich, ludzi ubranych zupełnie inaczej niż w pozostałych częściach Bali, o innej urodzie i uczesaniu.

 

Sewan otoczony jest polami z tytoniem i drzewami, których liście dodaje się do papierosów. Gdzieś przy drodze widzę walkę kogutów. „Chcesz się zatrzymać i popatrzeć?” – pyta Alri. Nie chcę, bo wiem, na czym to polega. Popularne na Bali walki kogutów na śmierć i życie – ten, który zostaje zabity przez drugiego, jest tego dnia obiadem. Czasami kogutom do walki obcina się grzebienie, by móc na głowę i nogi założyć metalowe kolce – do zabicia przeciwnika.

 

Tymczasem Alri przed odjazdem do wioski żony oddaje nam do dyspozycji puste mieszkanie po swoim dziadku – tym, którego kremacje oglądałam na ekranie. Zostajemy na noc w magicznym miejscu, na wzgórzu, wśród gór i dolin, w takiej ciszy, że słychać odgłosy kryjących się w trawie zwierząt. Gwiazdy świecą wyjątkowo mocno.

 

99_a

 

GitGit – w lesie

Po nocy w leśnej chatce u Made i Koman, siedzimy rano przed domem i pijemy kawę przyrządzoną z ziaren z pobliskich krzaków przez mamę Made. Koman częstuje ryżem z tempehem, tofu, chili i warzywami. Nie je tylko mama – pół dnia pali papierosy i pije kawę, a dopiero później coś zjada.

Koman rozkłada w okolicy świątyni liście z ryżem dla bóstw. Krok w krok podążają za nią jej własne trzy psy i wszystko skrupulatnie wyjadają.

Koman wybiera się właśnie przed pracą (sprzedaje rękodzieło nieopodal wodospadu GitGit) do przyjaciół, którym urodziło się dziecko. Bierze ze sobą w prezencie ozdobny pojemnik z ryżem. Ruszamy przez las.

Najlepsze miejsca na Bali

 

Siharaja – u Adiego

Ojciec, Adi, pakuje nas z powrotem do auta i ciepło zaprasza na nocleg do siebie. Jedziemy więc z rodzinką do Siharaja – jedynego miasteczka na Bali, gdzie mieszka duża ilość muzułmanów. W domu Adi częstuje kawą, przesłodką herbatą z miodem i brązowym cukrem, słodyczami, snake fruit, a syn próbuje co nieco przetłumaczyć ze słownikiem w ręku. Mieszkają w domu po Hindusach – na ścianach rzeźby hinduskich bóstw poprzykrywane przez plakaty związane z islamem.

Nocleg dostajemy w ich starym domu, którzy stoi obok nowego, na tym samym podwórku. Jeszcze tej samej nocy syn i córka Adiego przynoszą nam do pokoju duży zapas wody i gotowaną kukurydzę. Dostajemy też talerz owoców snake fruit, które nam tak bardzo zasmakowały.

Syn Adiego przychodzi rano z zaproszeniem na śniadanie. Zanim jednak ono zostanie przyrządzone, dostajemy kukurydzę, ciastka, herbatę i kawę. „Możecie tu zostać tyle dni, ile tylko chcecie” – tłumaczy nam słowa Adiego syn. Po ponad godzinie rozmowy żona Adiego przynosi wielkie śniadanie – jest ryż, tofu, najsmaczniejszy do tej pory tempeh, warzywna zupa do polania ryżu, świeże warzywa: fasola, sałata, ogórek, mięta, a do tego świeży sos chili, który Balijczycy wprost uwielbiają. Chwilę później żegnamy się już z Adim i jego rodziną – i ruszamy na główną drogę, ku przygodzie!

Bali

 

Tianyar – słodkie dni

Tydzień minął, odkąd Koman, kierowca autostopowy, zostawił do dyspozycji swój domek w Tianyar na wschodnim wybrzeżu, przy samej plaży, zaraz obok domków swojej rodziny. To był niesamowicie intensywny czas, a jednocześnie wypełniony ciszą, rytmem natury i byciem – po prostu.

Wschód Bali to przede wszystkim miejsce, gdzie najbardziej celebruje się uroczystości – nie tylko wesela, ale i kremacje. Tego samego dnia, po weselu, odwiedzając nadmorską miejscowość Amed, mijam jeszcze dwie kremacje. Ozdobne posążki, złoto-białe figury i odświętnie ubrani ludzie jadący na przyczepach.

Inne dni mijały w wiosce i na pobliskiej plaży. Poddałam się rytmowi dnia, życia. Każdego dnia witałam na plaży wschód słońca – oglądając go jak wielkie przedstawienie. Na tej części nieturystycznego wybrzeża produkuje się sól. Miejscowi codziennie o wschodzie słońca wynoszą pojemniki pełne morskiej wody, by w ciągu dnia mogła wyparować – wieczorem zaś kobiety w pojemnikach na głowie wynoszą z plaży sól.

Zachwycam się rytmem, w jakim żyją tu ludzie. Tak naturalnie i radośnie. Rodzina Komana, z którą dzielę podwórko, to 85-letnia mama i 100-letni tata – ludzie w pełni siły. Codziennie o wschodzie słońca zamiatają podwórko, potem mama gotuje, a tata spaceruje z psami. Cały dzień są aktywni, uśmiechnięci. Nie chorują – nie ma się zresztą co temu dziwić, kiedy widzi się, co jedzą i piją; świeżo zerwane owoce i warzywa, ryż z pobliskich pól, świeżą kawę codziennie rano, sok z kokosa, tempeh, tofu. To norma, że ludzie na wsiach żyją tu ok. 100 lat w zdrowiu. Ludzie żyją wdzięcznie i pogodnie, bez zbędnego stresu. Szczególnie mama porusza się pięknie. Prawdopodobnie dzięki temu, że całe życie nosi miski lub dary do świątyni na głowie – stąd jej wyprostowana figura i płynne, magnetyzujące ruchy.

Dobrze było spędzić tydzień w małej, nieturystycznej wiosce, w domku na plaży, na podwórku otoczonym palmami, drzewami mango i papaji, pijąc sok z kokosów i witając na plaży każdy wschód słońca. Żywiąc się naturalnymi, świeżymi produktami, spędzając czas z rodzinką lub w najbliższej okolicy, biegając po plaży z psami rodzinki i witając się z miejscowymi z wioski.

Najlepsze miejsca na Bali

 

Magia Bali – mówi wielu. Wciągająca, zasysająca, pozostawiająca dużo wspomnień oraz tęsknotę. I gdy budzi się wulkan Agung, w głowie rodzi się tyle wspomnień. Tych najlepszych.

 

77a

113_a

112_a

To też może Cię zainteresować:

1 Comment

  1. Zazdroszczę takiej przygody, spodkań z lokalną ludnością, możliwości poznania ich kultury od wewnątrz, spróbowania jedzenia, wszytskiego i oczywiście tych widoków, zapierających dech w piersiach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.