Zima w Tajlandii - kolorowe lampiony
Moim zdaniem

Jak zakochać się w zimie?

Była mi obojętna. Patrzałam na nią czasem z fascynacją, czasem z niesmakiem, ale tak naprawdę nigdy z miłością. Pojawiała się bez ostrzeżenia, znikała, przeciągając swoją obecność.

Była mi obojętna, gdy zerkałam na nią zza wielkiego okna, z wysokiego piętra, z kubkiem rooibosa parzącego dłonie. Otulała pobliski las, plażę i zatokę. Uderzała rześko w twarz, skrzypiała pod grubymi butami, mroziła palce.

Zima nie robiła na mnie szczególnego wrażenia. Choć zawsze byłam zimnolubna, na miejsca do życia czy podróży, w tęsknocie za słońcem, wybierałam zawsze ciepłe kraje. Zima nie robiła na mnie wrażenia. Do czasu. Dopóki nie zamieszkałam w Tajlandii.

Zima w Tajlandii

Zaczęło się niewinnie. Jakoś w grudniu, po roku mieszkania w Tajlandii, kiedy temperatura spadła do 28 stopni, poczułam chłód! Pierwszy raz odkąd zamieszkałam w Bangkoku. Ciało zdążyło na tyle przyzwyczaić się do temperatury oscylującej nawet w okolicach 40 stopni, że taki spadek zaczął być już odczuwalny jako duże ochłodzenie. Nie tylko przeze mnie – w grudniu Tajowie z pracy ubrali bluzki z długim rękawem. Tak, to był na pewno grudzień, bo wtedy właśnie koleżanki z pracy zaczęły wycinać z kartek płatki śniegu, czapki mikołajów, choinki i gwiazdy. I choć żadna z nich nie obchodziła świąt, firma przystrojona była wszystkimi możliwymi ich symbolami.

Tak właściwie to chyba zaczęło się jednak chwilę wcześniej. – Polska? Macie zimę! – zachwycały się moje tajskie koleżanki, gdy dołączyłam do bangkockiej firmy. – Śnieg, mróz, płatki śniegu? Zazdroszczę! Na fali fascynacji bajką Frozen, która to w 2014 roku ogarnęła Tajlandię, powstawały covery i gadżety kojarzące się z lodową krainą. Kto nie nucił wtedy pod nosem Let it go! Ba! Kto nie wybrał się pędem do kina na seans! Mroźne szaleństwo ogarnęło kraj! Zima w Tajlandii nabrała nowego znaczenia!

Frozen nie musiało jednak stwarzać miłości do zimna u Tajów, bo ta fascynacja już tam była. Wystarczy wejść do taksówki, kina czy centrum handlowego, gdzie klimatyzacja nastawiona jest na maksimum – i bez wątpienia bez czegoś na długi rękaw nie da się wytrzymać. Na zewnątrz 40 stopni, a w biurze 15 – to norma.

Zima w Tajlandii jest celebrowana, a lodowiska znajdujące się w wielu centrach handlowych oblegają rzesze. Snowtown, gdzie leży warstwa 30-40 cm śniegu, przyciąga tłumy. Można wypożyczyć rękawiczki, czapki, kurtki, buty, nauczyć się jazdy na nartach i poczuć spadający z nieba śnieg. Nieopodal znajduje się też hala ze zjeżdżalniami śnieżnymi, gdzie po wypożyczeniu ubrania można wskoczyć na sanki i mknąć w dół lodowymi korytarzami.

Wypożyczyć ubrania to jedno, ale w Bangkoku w kilku miejscach można kupić ubrania zimowe. Nic dziwnego – zaopatrują się w nie turyści (znane marki w dobrej cenie), ale i miejscowi, którzy wyjeżdżają do zimniejszych regionów. Jednym z takich miejsc jest Phu Hin Rong Kla – na większych wysokościach, kiedy czas było założyć bluzę czy kaptur, Tajowie paradowali w puchowych kurtkach, wełnianych czapkach, zabudowanych butach lub, dla odmiany, ubranych do tego zestawu japonkach.

Ale i ja poczułam zimę. W czasie grudniowego wyjazdu do Chiang Rai i w okolice Złotego Trójkąta wieczorami temperatura spadała do 12 stopni (a bywało, że i do zera). Tylko wtedy ciężko było znaleźć coś dodatkowego w czeluściach plecaka do ubrania – w końcu przyjechało się do ciepłych krajów, prawda?

Tak, tęskniłam za zimą. Za śniegiem, płatkami wirującymi w powietrzu na tle światła ulicznych latarni. Takie zimy nieczęsto się zdarzają, ale taką właśnie wizję tej wymarzonej zimy dzieliłam z Tajami. Po półtora roku zdałam sobie na dobre sprawę z tego, że naprawdę tęsknię za zimnem. Może nie takim non stop, ale jednak. A może raczej za chłodem. Cieszyło mnie, gdy w centrum handlowym czy pracy ubierałam bluzę z długim rękawem i przyrządzałam gorącą, parzącą usta herbatę. W hotelach rozkręcałam klimatyzację i wskakiwałam pod zimną pościel. Nie mogłam się nacieszyć tym, jaką przyjemnością jest kontakt chłodnego materiału z rozgrzaną skórą. Zimową porą mniej pływałam w basenie w budynku, w którym mieszkałam. Częściej siedziałam w nocy na tarasie, chłodząc rozgrzane ciało.

Jak pokochałam zimę?

Może za duże słowo. Raczej polubiłam. Obdarzyłam sympatią. Bo tak się stało po tych dwóch latach w Tajlandii. Dlaczego?

To proste. Kluczem jest tu sezonowość. Jest wiosna z budzącym się do życia światem, pełne żywiołu lato, melancholijna jesień przepełniona zapachami. I w końcu zima. Czas, by zwolnić. Czas snu, czas przygotowania do przebudzenia.

Tego w tropikach, gdzie lato trwa cały rok, nie uświadczysz. Tam świat nie zwalnia, nie daje czasu na oddech. Wszystko tętni, pulsuje, żyje. Nie zauważasz upływu czasu – brak sezonowości temu sprzyja.

Zima pozwala zwolnić. Bo kiedy za oknem zimno, ciemno, można usiąść z kubkiem gorącego rooibosa i bezkarnie oddać się planowaniu! Tego, co za chwilę, za miesiąc, za rok. Brak słońca jest tu sprzymierzeńcem – nic nie kusi, by rzucić te wszystkie plany, notatki, przemyślenia – i biec ku słońcu. To czas na przygotowanie się do startu. Bez rozpraszaczy.

2017 rok był dla mnie rokiem intensywnym. Mniej mnie było na blogu, mniej było podróży, za to jedna ze zmian zawładnęła moim czasem. Nadeszła zima. Czas reorganizacji.

Znacie mnie już trochę czasu. Z niektórymi z Was jesteśmy znajomymi od lat, inni dołączyli niedawno. Więc jeśli choć trochę mnie znacie to wiecie, że u mnie cisza nigdy nie oznacza braku. Cisza jest zawsze przed burzą. A zima przecież sprzyja marzycielom.

Enjoy it!

Zima w Tajlandii - bałwanek

To też może Cię zainteresować:

4 Comments

  1. tealover says:

    Szykują się wielkie zmiany? 🙂

    1. Lalla says:

      Szykuje się to, co najlepsze! 🙂

      1. tealover says:

        Jako że każdy ma swoją definicję „najlepszego”, ciekawi mnie Twoja. Czekam niecierpliwie na rozwiązanie tej zagadki 🙂 Buziaki i najlepsze życzenia na święta i nowy rok dla waszej trójeczki! <3

        1. Lalla says:

          Już wkrótce opowiem!
          Uściski! :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.