Sahara
Afryka, Maroko, Sahara

Po 10 latach od opuszczenia domu na Saharze – wracam tam!

Wracam.
Obsesja. Od 10 lat czytam wszystko na ten temat, co tylko wpadnie w moje ręce. Ba! Wyszukuję książki, szukam tłumaczeń, przeglądam setki zdjęć. Piszę maile, pytam, słucham.
Wracam.
Rzadko śnię. Ale jeśli już, to czasami śnię o wielkich wydmach, nomadzkich szatach, muzyce, bębnach i gardłowych pieśniach.
Wracam.
Myślę o tych, z którymi spędziłam tak dużo czasu. O kobietach, dzięki którym odkrywałam dużą część siebie. O oceanie piasku, niebie wypełnionym miliardami gwiazd, widocznych tam jak nigdzie indziej, przeszywającej ciszy nocy i żywiołach, które tam nie śpią.

Wracam na pustynię. Na Saharę. Do domu?
Nie wiem, czy Saharę nadal nazywam domem. Bo tych domów miałam już kilka. W międzyczasie mieszkałam przecież ponad 2 lata w Tajlandii – kraju, który do teraz jest moim ukochanym miejscem na ziemi. Zakochałam się w Bangkoku, w mniej znanych wyspach i górach. W potrawach, tradycji i sztuce. Zmieniłam się. Skończyłam drugi kierunek studiów. Odwiedziłam setki miejsc. Zaręczyłam się. Zostałam mamą. Świat stanął na głowie.
A jednak wracam.

Wiesz, kim jest Bluma Zeigarnik? Ta rosyjska psycholog i psychiatra badała proces zapamiętywania i od jej nazwiska powstał Efekt Zeigarnik. W skrócie: lepiej pamiętamy zadania niedokończone niż dokończone. Jak to działa? Kiedy nie zakończyliśmy tego, co chcieliśmy, będziemy to lepiej pamiętać – albo inaczej: będzie to nam stale towarzyszyć, przypominać o sobie. Dlatego od dawna wiem, że czas zakończyć to, co niezakończone. Dlatego wracam.

Wracam, bo kocham Saharę całą sobą. Nie bez powodu jestem Lalla Nomadija! Wszystko zaczęło się na Saharze. I po 10 latach od wyprowadzki stamtąd wracam na pustynię do ludzi, którzy wtedy byli dużą częścią mojego życia. A raczej: wracamy! Z zupełnie inną wiedzą, świadomością, sposobem myślenia.

Chyba nigdy nie przestałam być tym człowiekiem z pustyni. Nomadką. Pustynia została we mnie na zawsze. To ona mnie w dużej mierze ukształtowała. Kiedy w 2009 roku opowiadałam na Kolosach przed kilkoma tysiącami na widowni po raz pierwszy w życiu o Saharze, zapowiadano mnie krótkim tekstem. Stał się on częścią opisu mojego działu Sahara na blogu.

Skończyła studia, spakowała plecak i pojechała do Afryki. Tak to się zaczęło i tak trwało: bez planu, bez terminu, bez konkretnego celu. Wreszcie, po przejechaniu autostopem i przewędrowaniu pieszo łącznie ok. 13 tys. km, Beata Jakuszewska się zatrzymała. Było to w małej marokańskiej wiosce M’hamid el Ghizzlane, nazywanej „wrotami Sahary”.

Przez sześć kolejnych miesięcy mieszkała wraz z Nomadami z plemienia Arib, którzy stopniowo się z nią oswajając, coraz bardziej wtajemniczali ją w swoje życie. Z nimi wędrowała po pustyni, gotowała na ogniskach, uczyła się piec chleb w piasku, śpiewała i tańczyła. Była prawie jedną z nich. W tym czasie, w kontakcie z inną, zanikającą już kulturą, poznawała siebie i odkrywała to, co naprawdę ważne.

W prawdzie zajrzałam na pustynię w 2010 roku przy okazji podróży po Maroku, ale tym razem mam zupełnie inny cel. Wracam na Saharę już niebawem, w kwietniu. By znowu stać się Kobietą z Pustyni.

To też może Cię zainteresować:

7 Comments

  1. trzymam kciuki, by wspomnienia nie zepsuły odbioru teraźniejszości 🙂

    1. Lalla says:

      Już teraz wiem, że bardzo tam się zmieniło – choć raczej nie mam oczekiwań. 🙂

  2. Rozumiem, że cała rodzinka wybierze na wielkie piaski? Powodzenia!

    1. Lalla says:

      Jasne, że cała trójka jedzie! 🙂

  3. Angelika D says:

    TYLE LAT CIE NIE WIDZIALAM.. PODZIWIAM CIE .. NAPRWDE .. SUPER ..A OPOWIESCI TWOJE AZ NIEWIARYGODNE . POZDRAWIAM.

  4. Grama says:

    Pięknej podróży dla całej trójki życzę czytam podziwiam i pozdrawiam .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.