Tajski targ
Azja, Tajlandia

8 największych kłamstw na temat Tajlandii!

Słyszysz: Tajlandia, myślisz: rajskie wyspy, bajeczne plaże, malownicze palmy na tle słonecznego nieba, piękne dziewczyny, przemili, wiecznie uśmiechnięci ludzie, znakomite jedzenie i niskie ceny? A może myślisz: kraj wiecznej imprezy, czerwonych dystryktów, kolebka transseksualizmu, luzu, negliżu i rozpusty? Może słysząc słowo Tajlandia myślisz o kraju zacofanym, gdzieś na końcu świata, gdzie Bangkok, Pattaya i Phuket to wszystko, co można w nim zobaczyć? Naprawdę ciekawa jestem, co myślisz

Bo ja, zanim po raz pierwszy pojechałam do Tajlandii, by już tam zamieszkać, tylko częściowo wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Bo przecież Azja nie była mi obca – byłam już przed przeprowadzką w Malezji, Indonezji, Singapurze, Indiach, Nepalu, Kazachstanie, azjatyckiej części Rosji czy Turcji. Ale mimo to – i pomimo odwiedzenia później i Laosu, i Kambodży, Wietnamu czy Tajwanu, Tajlandia okazała się zupełnie inną bajką! Myślałam bowiem: wieżowce, świątynie pełne zapachów, wyspy, mnisi, a przede wszystkim: Bangkok – metropolia pełna możliwości! Niewiele się pomyliłam, choć dopiero z czasem, dzięki pracy w Bangkoku, tajskim znajomym, obserwacji i lekturom, po przebiciu się przez pierwszą warstwę ujrzałam tę drugą stronę Tajlandii. Tę ciemniejszą. Jak po drugiej stronie lustra.

Bo mitów na temat kraju Tajek i Tajów krąży mnóstwo. Stereotypy, pierwsze skojarzenia, wysnute na podstawie jednorazowej sytuacji wnioski – to wszystko bywa zabawne, neutralne, ale bywa też niebezpieczne czy krzywdzące.

 

Oto 8 najczęściej powtarzanych mitów na temat Tajlandii!

 

Tajlandia to taki tani kraj!

Na ten temat wkrótce napiszę Wam więcej (o zarobkach, wydatkach itp., bo często o to pytacie). Bo czy Tajlandia to tanie miejsce? I tak, i nie! Spójrz na ten kraj jak na Polskę. Jeśli tu jesz sezonowo, kupujesz lokalne produkty – zapłacisz za nie niedużo. I tak jest w Tajlandii. Kupując lokalne produkty, ubrania czy kosmetyki na targach, w marketach, żywiąc się na ulicznych stoiskach czy w tajskich jadłodajniach, zapłacisz za jedzenie niewiele. Inna sprawa – chcesz mieszkać w Tajlandii i jeść europejskie produkty? Sery, wina, dobrej jakości słodycze? Ceny będą wyższe niż w Europie, wiadomo! Dodatkowo miejsca turystyczne – szczególnie na południu – mają swoją marżę. Na wyspach czy przy plażach nie zawsze zjesz w takiej cenie jak w tajskich miasteczkach czy nawet w Bangkoku. Odpowiedź jest więc pokrętna: to zależy.

 

Tam jest przez cały rok ciepło!

I znowu: to zależy! W Bangkoku kwiecień to apogeum upału, ale i zapowiedź pory deszczowej. Maj-listopad – pora deszczowa może trwać w najlepsze. Grudzień-marzec – powiew chłodu. O tak, po dłuższym czasie w Bangkoku temperatura poniżej 30 stopni to już powiew chłodu! 😀 Ale tak poważnie – w czasie, gdy mieszkałam w Bangkoku, na północy notowano temperatury bliskie zeru. Zdarzyły się nawet zamarznięcia w górach! Ja sama w grudniu na północy trafiłam na 13 stopni i zarzucałam na siebie wszystko, co tylko miałam. W Issanie, na wzgórzu, Tajowie chodzili w puchowych kurtkach i czapkach (oraz nieodłącznych klapkach na stopach).

 

Tajskie wyspy rajskie…

Wiecie, że „to zależy” to ulubiona odpowiedź psychologów? I znowu: są tak piękne, bajeczne wyspy, ale co za tym idzie, ogarnięte masową turystyką. Rajskości nie uświadczysz, raczej ścisk, zgiełk i hałas. Są takie mniej urodziwe, ale za to bardzo lokalne, swojskie, najlepsze do poznawania tego, co kryje się pod pierwszą warstwą wrażeń. Są też takie, o których mówi się mniej, masowy ruch na nie jeszcze nie dociera, a ich laguny zapierają dech w piersiach. Jednym słowem: jest wszystko. Zależy od celu podróży, oczekiwań, ale i wnikliwości.

 

Pad thai jako ulubione danie Tajów.

Czyżby? To posłuchaj. Phibun, który stanął na czele zamachu stanu niecałe 90 lat temu, postanowił scalić kraj, tworząc nową tajską tożsamość na tle rozłamów kolonialnych otaczającego kraj regionu. Stworzył wtedy zestaw kilkunastu nowych wytycznych, w tym kulinarny wyznacznik państwa: potrawę z makaronu ryżowego, warzyw, tamaryndowca, orzechów, kiełków i jajek. Pochodzenie dania jest niejasne (konkurs na danie? potrawa tworzona przez rodzinę Phibuna?), jednak dopiero od tego czasu, nieznany powszechnie pad thai nazwany został najpopularniejszym tajskim daniem.  Tak naprawdę częściej spotkasz Tajów zajadających dania na bazie ryżu, na przykład pad khra pao!

 

Tajlandia to kraj uśmiechu!

O tajskim uśmiechu opowiadałam już niejednokrotnie, więc nie będę powtarzać treści. No bo zobacz: jedziesz do takiej Tajlandii, widzisz uśmiech, który zastępuje tu multum innych emocji i myślisz sobie: oto raj! Pogodni ludzie, od razu jakoś tak lekko i dobrze. I w tym jest dużo prawdy. Do czasu. Bo kluczem jest kod kulturowy (tak bardzo tu różny od naszego!) – zrozumienie, co w danych sytuacjach ten uśmiech oznacza. Dzięki temu spojrzysz na temat inaczej i unikniesz niejednego spięcia.

 

Wszystkie Tajki są piękne! I takie szczupłe!

Takie było też moje pierwsze wrażenie. Tuż obok drugiego – Tajki są różne. Tak jak i kobiety na całym świecie. Jest jednak pewne małe „ale”! Kanon piękna, jasna skóra, szczupła sylwetka, przywiązywanie uwagi do zdjęcie i prośba o podanie wagi w CV, oficjalny, elegancki ubiór do pracy, mundurki – to wszystko jest bardzo ważne. „O, ale jesteś szczupła! Bo na zdjęciu w CV wyglądasz na taaaką grubą!” – usłyszałam wypowiedź pełną ulgi na poczatku jednej z moich rozmów o pracę. Ale o tym wszystkim już pisałam. Zobacz, dlaczego Tajki są piękne – przeczytasz o tym tutaj (klik!).

 

Tajlandia to kraj biedny i zacofany! Trzeci świat!

Jeśli o Tajlandii pomyślisz: kraj zacofany, nie było Cię raczej w klinikach w kraju, w luksusowych hotelach. Nie korzystasz tam z wygodnych środków transportu (VIP autobusy, siatki połączeń lotniczych po całym kraju), nowoczesnych szkół, przedszkoli czy majestatycznych centrów handlowych. Co dla Ciebie jest więc wyznacznikiem zacofania?

Brud na ulicach? O tak, jest! Są takie miejsca, gdzie jest to wyjątkowo mocno zauważalne, szczególnie w okolicach przystani portowych, gdzie na powierzchni wody unoszą się tabuny śmieci. Jednorazowe, plastikowe rurki, jednorazowe torby foliowe dodawane do każdego, nawet najmniejszego zakupu (i każdy produkt pakowany osobno), woreczki po napojach i jedzeniu z ulicznych stoisk, butelki, które nie są zwrotne i plastikowe kubki, w których podaje się wszystko. Do tego minimalna ilość koszy na ulicy. No niestety. Nie brudny kraj, ale nieprzemyślany system, jak w wielu innych krajach – nie tylko Azji.

Inne normy higieny? Jedzenie przyrządzane na ulicach, talerze i sztućce płukane w miskach z wodą stojących obok stoiska w pełnym słońcu. To wszystko tam jest. Twój wybór, jakie decyzje konsumenckie podejmiesz – czy tu, w Polsce, czy w Tajlandii.

Miałam okazję dzięki pracy spotykać ludzi ze świecznika – ministrów, właścicieli znanych klinik, wysoko postawionych lekarzy i polityków. Bywałam na drogich eventach, byłam zapraszana na ekskluzywne szkolenia czy do drogich hoteli. Jadłam w restauracjach, o jakich mi się nie śniło. Ale i poznałam świat nielegalnych emigrantów, dziewczyn mieszkających w małych pomieszczeniach, w których mieścił się cały ich dobytek – stara walizka, tuż obok koca służącego jako łóżko, zwijanego na noc, by można było przejść przez pokój będący zarazem kuchnią.

Tak, jest rozłam. Są warstwy społeczne. Jest czarne, ale i jest białe. I setka innych odcieni. Jest bogactwo sięgające nieba, a tuż obok jest bieda. Luksus i ubóstwo. Jak w wielu innych miejscach na ziemi. Jest po prostu i tak, i tak.

 

Tajlandia? Prostytucja, rozpusta, luz, negliż i zabawa do białego rana!

Czy jest tu luźniejsze podejście do życia? A może rozluźnieni, rozhulani turyści w pełnym słońcu na wakacjach kształtują nowy standard postrzegania kraju? No bo Kac Vegas wykreował obraz kraju, a jednocześnie czerwone dystrykty, prostytutki i transseksualiści sprzedający swoje usługi na ulicach to widok codzienny. Ba! Przecież to miasto nie zasypia, a o imprezach na wyspach jest głośno!

Kto kreuje taki obraz? Bo tuż obok ulic rozpusty toczy się normalne życie. Świątynie, biurowce i wszystkie te miejsca, którym do TAKIEJ Tajlandii daleko. I turyści, którzy, niestety, zbyt często przekraczają pewne granice. Ale popyt rodzi podaż. Ot co!

 

Słuchaj, Tajlandia to nie jest kraj z turystycznych folderów. Nie tylko. Poza czernią i bielą jest tu tysiące różnych barw. Nie wierz w jeden sztywny obraz tego kraju. Zobacz chociażby na to, o czym pisałam tutaj (klik!) – daj się zadziwić i zaskoczyć. Bo jednocześnie, nie podchodząc do Tajlandii sztampowo i znając najczęstsze mity czy stereotypy, łatwiej będzie Tobie wyciągnąć z podróży tam to, co najlepsze. Bo, jak zawsze powtarzam, warto! Przecież Bangkok znaczy: wszystko!

Tajski targ

To też może Cię zainteresować:

2 Comments

  1. tealover says:

    Fajny tekst! Sama spotkałam z podobnymi opiniami o Tajlandii poza Tajlandią, ale też i tam, od odwiedzających ją przelotnie. Do tego, że to tani kraj dołożyłabym kwestię, że tani w oczach ludzi z mentalnego zachodu oraz że tanie to jest uliczne jedzenie, transport, z którego korzystają prawie wyłącznie localsi (pociągi 3. klasy, miejskie autobusy, song taew) i odzież. Dosyć sporym zaskoczeniem moich rozmówców było, że średnia pensja z górnego przedziału to 2000 PLN i za to jeszcze utrzymuje się dzieci, kredyt, spłatę pożyczek etc. , a ceny wynajmu pokoi / mieszkań w Bangkoku w lokalizacji przy BTS nie ustępowały wielce polskim odpowiednikom, podobnie z cenami za wiele usług.
    Jeszcze mi się przypomniało jedzenie łyżką i widelcem – to też takie skojarzenie z tamtym regionem, a mało kto wie, że i to owy Phibun wprowadził, a tak to wszyscy jedli rękoma, co nadal czynią w przypadku niektórych potraw 🙂

  2. Nikita says:

    No z cenami to fakt. Parmezan 1520 baht. Można za to tydzień jeść lokalne 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.